A czemu nie
Mówię i piszę uparcie, że dla polskich firm kupujących przedsiębiorstwa za granicą nasza giełda może być z jednej strony bardzo pożytecznym narzędziem ekspansji, a z drugiej - że mogą one przyczynić się do budowy tutaj regionalnego centrum finansowego. Chciałbym, by była to samospełniająca się przepowiednia. Są na to szanse, a możliwość notowania w Warszawie kontrolowanego przez Orlen Unipetrolu tylko to potwierdza.
Moment jest sprzyjający. Musimy tym bardziej dyskontować ważny sukces: notowany w Warszawie CEZ daje przykład firmom czeskim, Astarta ukraińskim, MOL węgierskim. Tylko patrzeć, jak o pieniądze polskich inwestorów upomną się kolejne przedsiębiorstwa z sąsiednich krajów. Z uporem trzeba więc powtarzać: zagraniczne firmy świecą w Warszawie jasnym blaskiem, gdzie indziej byłyby ledwie zauważone - jeśli w ogóle. To tu mają pieniądze, profesjonalnych inwestorów, dobre regulacje - dojrzały rynek. Mają tu taki środkowoeuropejski Londyn, do którego i taniej, i bliżej. Najważniejsze jednak, że Warszawa nie jest dla nich tylko ciekawą alternatywą - jest po prostu alternatywą rozsądną.
A tak przy okazji, Polska będzie razem z Litwą, Estonią i Łotwą budować elektrownię atomową. Pewnie kraje te stworzą jakąś spółkę celową, a spółka i jej akcjonariusze zadadzą sobie pytanie, skąd wziąć pieniądze, zachowując kontrolę nad przedsięwzięciem. W Warszawie pieniędzy nie brakuje. Energetyka nie jest dostatecznie na naszej giełdzie reprezentowana, więc...
Jest jeszcze w kwestii pozyskiwania spółek zagranicznych sporo pracy przed naszą giełdą. Ale i jakie też możliwe sukcesy!