Sejmowa Komisja Skarbu Państwa po raz drugi spotkała się z Ireneuszem Dąbrowskim, wiceministrem skarbu państwa, który miał przedstawić sytuację w Polskich Liniach Lotniczych LOT i strategię działania spółki. Sytuację przedstawił, planu nie - bo go nie było. Tak przynajmniej uznali posłowie z komisji.
Jest źle, ale...
Sytuacja naszego narodowego przewoźnika jest kiepska, ale nie beznadziejna - tak resort skarbu ocenia stan LOT-u. - Tracimy udziały w rynku głównie na rzecz tanich linii lotniczych, które działają podobnie jak LOT na krótkich europejskich trasach. Rynek przewozów lotniczych obsługiwanych przez tradycyjne linie wzrósł o około 4 proc., o tyle samo zwiększył się udział w tym segmencie naszego przewoźnika, nie jest więc źle - twierdzi Ireneusz Dąbrowski. Innego zdania są posłowie z Komisji Skarbu, którzy obawiają się, że spółka nie zarabia na podstawowej działalności i niebawem może utracić płynność finansową. Tu MSP winą za zbyt małe zyski po części obarcza Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze, które pobiera od naszego przewoźnika zbyt wysokie opłaty. - Za korzystanie z lotniska w Warszawie PPL pobiera od LOT-u 60 euro od każdego biletu. Jeśli oferujemy rejs łączony, to już na starcie cena naszego biletu jest wyższa o 120 euro. Lotniska w innych krajach preferencyjnie traktują swoich narodowych przewoźników i jest im łatwiej - wyjaśnił I. Dąbrowski. Dodał, że trwają rozmowy z Ministerstwem Transportu, któremu podlega PPL, o zmianie tych taryf. Kiedy zapadną decyzje o ich obniżeniu - tego nie wiadomo.
Resort skarbu nie widzi natomiast nic złego w karuzeli stanowisk, jaka trwa od kilku miesięcy w spółce. Zdaniem Dąbrowskiego, wszystko zmierza do zatrudnienia fachowców, a nie ludzi z poleceń, którzy przez ostatnie 17 lat kierowali firmą. Co ciekawe, na spotkaniu z komisją przedstawiciel resortu pojawił się w towarzystwie odwołanego w listopadzie Krzysztofa Kapisa, byłego prezesa LOT-u. Tomasz Dembski, p. o. prezesa, nie pojawił się na obradach.
Na giełdę i na sprzedaż