Aktywa budowanej obecnie Polskiej Grupy Energetycznej mają mieć tuż po konsolidacji wartość ponad 38 mld zł. Natomiast spółki dystrybucyjne ze wschodniej Polski i Zespół Elektrowni Dolna Odra, które jako pierwsze znajdą się w Grupie, są w sumie wyceniane na około 8 mld zł. Pracownicy tych przedsiębiorstw mają w wyniku przekształceń otrzymać akcje pracownicze sięgające 15 proc. wartości macierzystych spółek. Zatem do załóg trafią aktywa warte około 1,2 mld zł. Jest jednak jeden poważny problem. Jeżeli nie zostaną one zamienione na akcje PGE, to będą bezwartościowe.
Aby zagwarantować związkom zawodowym konwersję akcji spółek parterowych na papiery koncernu, Ministerstwo Gospodarki opracowało projekt specustawy określającej zasady wymiany udziałów pracowniczych w sektorze energetycznym. Wynika z niej, że pracownicy dystrybucji i ZEDO mogliby liczyć na około 3,2 proc. akcji PGE. Jednak, zdaniem MG, konwersja powinna nastąpić w momencie, gdy akcje skonsolidowanej już Grupy zaczną być sprzedawane przez Skarb Państwa. Zdaniem prawników, z którymi rozmawiał "Parkiet", ten przepis może budzić poważne wątpliwości. Dlaczego? Chodzi o to, że nawet kiedy PGE znajdzie się na giełdzie, SP może nigdy nie zbyć swoich udziałów, lecz tylko podwyższać kapitał spółki i emitować zupełnie nowe akcje. Ustawa nie eliminuje więc ryzyka, że do konwersji nigdy nie dojdzie.
Dodatkowo w przedstawionym przez MG projekcie nie ma ani słowa o tym, jaka będzie sekwencja zdarzeń. Przekształcenia, przed którymi stoi jeszcze PGE, obejmują np. włączenie do niej BOT-u (największego producenta energii w Polsce). Dlatego parytet wymiany akcji parterowych na akcje energetycznego holdingu będzie się zmieniał.
Ministerstwo skarbu nie chce na razie komentować projektu ujawnionego przez MG. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że MSP szlifuje swoją własną specustawę.