Czwartek na Wall Street rozpoczął się od spadków. Podaż "przycisnęła" przede wszystkim rynek technologiczny. Opublikowane w środę prognozy Apple, podobnie jak wcześniej Intela, nie sprostały oczekiwaniom inwestorów. To wczoraj przełożyło się na spadek akcji tej spółki i pociągnęło w dół Nasdaq. Lekko negatywne informacje napłynęły też z amerykańskiej gospodarki. W grudniu inflacja CPI wzrosła o 0,5 proc. wobec prognozowanego wzrostu o 0,4 proc.. To w połączeniu z publikowanymi również wczoraj dobrymi danymi o nowo zarejestrowanych bezrobotnych (spadek o 8 tys.) oraz wzroście w porównaniu z poprzednim miesiącem liczby pozwoleń na budowy domów (+5,5 proc.) i o rozpoczętych budowach (4,5 proc.) oddalało wizję szybkiej obniżki stóp procentowych przez Fed. Wizję, którą jeszcze pod koniec 2006 r. żyli gracze na Wall Street i która była podstawowym motorem napędowym zwyżki. Sytuacja techniczna na wykresach Nasdaq Composite czy S&P 500, nie pozostawia wątpliwości, że wciąż przewagę posiada strona kupująca. Chociaż liczne sygnały ostrzegające (np. negatywne dywergencje) przed możliwością zakończenia tego trwającego już od połowy lipca 2006 r. impulsu wzrostowego, dalej są obecne. Obecnie trudno jest wskazać, kiedy i w jakim miejscu, zakończy się ta półroczna fala wzrostowa. Bo kiedyś musi się zakończyć. Historia pokazuje bowiem, że podobne, nie przerywane większymi korektami wzrosty, występują bardzo rzadko. Obserwując zachowanie rynku w ostatnich latach można jedynie strzelać, że prawdopodobnie jest to raczej kwestia dni lub tygodni niż miesięcy. Jeszcze trudniej wskazać, co mogłoby być pretekstem do zatrzymania wzrostów i mocnej realizacji zysków. W ostatnim czasie ignorowane było tyle potencjalnych powodów do wyprzedaży, że stawianie prognoz jest ryzykowne. Może będą to obawy przed podwyżkami stóp procentowych przez Fed? Może kolejne, po Intelu i Apple, spółki nie spełnią oczekiwań rynku, wywołując tym samym strach na rynku.