Reklama

Wyjątkowo dobry rok dla akcjonariuszy "maluchów"

Dla posiadaczy akcji małych spółek miniony rok okazał się wyjątkowo łaskawy. Ich portfele zwiększyły się średnio o 230 proc., podczas gdy WIG zyskał "jedynie" 42 proc.

Publikacja: 19.01.2007 08:42

Rok 2006 należał do graczy giełdowych, którzy w swoich portfelach zgromadzili papiery małych spółek. Stopa zwrotu, jaką można było uzyskać, lokując w nie pieniądze, wielokrotnie przebiła większość giełdowych benchmarków. Podczas gdy zysk z inwestycji w WIG20 - indeks największych i najpłynniejszych spółek giełdowych - wyniósł 24 proc., WIRR - indeks, na który składa się 1 proc. spółek o najmniejszej kapitalizacji - zyskał 131 proc. Jeszcze więcej można było zarobić, kupując walory firm o kapitalizacji od 100 do 500 mln zł - te zyskały w minionym roku przeciętnie 230 proc. Krótko mówiąc, kto w nie zainwestował, na pewno dziś nie żałuje.

Sprzyjała koniunktura

Taka sytuacja jest dość charakterystyczna dla wyraźnej poprawy koniunktury w kraju. O ile okres przyhamowania jest dla małych firm zwykle bardziej bolesny niż dla większych przedsiębiorstw, o tyle ocieplenie klimatu gospodarczego pozwala im szybciej stanąć na nogi i doprowadzić osiągane wyniki do przyzwoitej postaci.

Jaki jest tego powód? Z jednej strony na zyski niewielkich firm w dużo większym stopniu wpływają wahania cen surowców. Małe przedsiębiorstwa nie zawsze mogą pozwolić sobie na wynegocjowanie długoterminowych umów lub utrzymywanie okazałych zapasów.

Z powodu kontraktów o raczej krótszym horyzoncie czasowym trudniej też im poradzić sobie ze zmniejszeniem rentowności i kurczeniem się marż w przypadku spadku cen produktów, które sprzedają.

Reklama
Reklama

Z drugiej strony niewielkie spółki są z reguły bardziej elastyczne, co pozwala im szybciej reagować na poprawę sytuacji gospodarczej. Tu wręcz atutem staje się brak długoterminowych kontraktów. Dzięki temu w chwili przełomu pojawia się szansa sprzedaży produktów i kupna surowców po korzystniejszych cenach. Na dodatek można pozbyć się zalegającego w magazynie towaru, na który nie było dotychczas zbytu i który nie był zakontraktowany w długim horyzoncie czasowym. Mniejsza skala działalności liczy się więc zdecydowanie in plus.

Słowa klucze

To jednak nie fundamenty stały za najbardziej spektakularnymi wzrostami w grupie małych spółek w ubiegłym roku. Przyczyną były magiczne słowa klucze, na które rynek reagował jak zaklęty - nowa emisja, prawa poboru czy split. Obecne były również inne czynniki, jak poprawa sytuacji w budownictwie czy hossa na rynkach surowcowych, jednak to nie one były najistotniejsze. Już sam fakt, że 230-proc. zwyżka cen akcji pociągnęła za sobą 213-proc. wzrost przeciętnego wskaźnika cena/zysk daje sporo do myślenia. Zwykle wystarczyła tylko niewielka wzmianka o pozyskaniu kapitału z giełdy czy rozpoczęciu nowej działalności, by akcje w ciągu kilku dni odnotowały dwu- lub trzycyfrowe stopy zwrotu.

Dlaczego mniejsze spółki są bardziej podatne na gwałtowne wahania kursu? Powodów jest kilka. Z jednej strony nie są one zwykle monitorowane przez analityków tak dokładnie jak większe firmy, przez co trudniej jest powiedzieć, czy rynek aby na pewno dobrze je wycenia. Dzięki temu dużo łatwiej też o informację, która w oczach inwestorów może podwoić lub nawet potroić wartość przedsiębiorstwa. Na to wszystko nakłada się ostatecznie mniejsza płynność, która sprawia, że nawet stosunkowo niewielki popyt może znacząco wpłynąć na ceny.

Nikogo nie powinno zaskoczyć fakt, że najbardziej lukratywną branżą w grupie małych spółek okazało się budownictwo. Akcje spółek budowlanych podrożały w minionym roku przeciętnie o 231 proc. To właśnie z tego sektora wywodzi się również zwycięzca klasyfikacji -Energopol, którego papiery zyskały w 2006 r. 768 proc.

Hossa w pigułce

Reklama
Reklama

Energopol to firma świadcząca usługi budowlano-montażowe, który działa głównie jako podwykonawca dużych firm. Spółka ta to swoista hossa w pigułce. W mijającym roku skupiła się na niej większość czynników, które podgrzewały ostatnio emocje inwestorów. I tak: mamy firmę z branży budowlanej, której dzięki poprawie koniunktury udało się wyraźnie podreperować wyniki i rentowność. Obok tego mieliśmy prawdziwy wysyp nowych kontraktów, większe zainteresowanie akcjami, a w konsekwencji poprawę płynności i zmianę systemu notowań na ciągłe. Oczywiście wszystkie te kwestie, choć korzystne dla spółki, nie wystarczyłyby, żeby akcje zyskały ponad 700 proc. - potrzebne było coś więcej. Tym czymś okazała się plotka, jakoby największa krajowa firma deweloperska - J.W. Construction - miała zamiar wykorzystać Energopol, aby niejako tylną furtką wkroczyć na warszawski parkiet. Magiczne słowa klucze - "przejęcie", "nowa emisja" - szybko doprowadziły do tego, że kurs urósł niemal 400 proc. w ciągu zaledwie dwóch tygodni.

Nie wszystko, co dobre, dobrze się jednak kończy; gdy okazało się, że do połączenia z deweloperem nie dojdzie, notowania w ciągu kilku sesji zanurkowały o ponad 75 proc. Pomimo to w ciągu całego 2006 roku wartość wskaźnika C/Z dla spółki wzrosła niemal 4-krotnie, a sama cena akcji prawie 8-krotnie, więc żaden inwestor, który w tym okresie posiadał papiery Energopolu, nie może czuć się zawiedziony.

Nowe emisje akcji i przejęcia

Przejęcia i emisje to również hasła, które w mijającym roku bardzo pomogły kursowi Ponaru. Wadowicki producent hydrauliki siłowej zyskał w ubiegłym roku 673 proc. i tym samym zajął drugie miejsce w rankingu małych spółek. Jakie były powody wzrostu? Oprócz wyraźnej poprawy wyników w stosunku do 2005 r. istotne były zapowiedzi przejęcia przez Hydrotor, a w ostatnim czasie także propozycja akwizycji spółki giełdowej Relpol, która wyszła ze strony samego Ponaru. Inwestorów zelektryzowały również znaczące zakupy akcji dokonywane zarówno przez radę nadzorczą, jak i dużych giełdowych graczy - Leszka Szwado i Piotra Wiaderka. Klamrę pozytywnych informacji dopięła propozycja emisji nowych akcji - oczywiście z prawem poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.

Trzecie miejsce w rankingu zajął 7Bulls - firma, która przez długi czas szukała dla siebie zajęcia. Ostatecznie wybór padł na nomen omen branżę deweloperską. Trudno właściwie wyobrazić sobie rodzaj działalności, który spowodowałby większy entuzjazm inwestorów - może tylko produkcja biopaliw odniosłaby lepszy skutek. Na sfinansowanie działalności potrzebny był rzecz jasna dopływ świeżej gotówki, więc 7Bulls zapowiedział nową emisję - naturalnie z prawem poboru - i już recepta na potężną zwyżkę notowań gotowa. W 2006 roku papiery 7Bulls podrożały o 506 proc.

Podobne czynniki spod znaku zmiany branż i emisji akcji decydowały w minionym roku o kursach również innych małych spółek. Wszystko wskazuje na to, że od skomplikowanych analiz dużo skuteczniejsza okazała się giełdowa maksyma o kupowaniu plotek. Na niewiele zdały się wyceny porównawcze i dochodowe, bo hossa rządzi się swoimi prawami, a czasami magiczne hasło "prawa poboru" jest więcej warte niż nawet najlepsze wyniki finansowe. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy taka sytuacja może trwać wiecznie?

Reklama
Reklama

Gwałtowne wahania kursu Energopolu

Wśród spółek o kapitalizacji od 100 do 500 mln zł papiery Energopolu zyskały w 2006 r. ponad 768 proc. Stało się tak w dużym stopniu w efekcie planów wykorzystania przez J.W. Construction Energopolu do wejścia na giełdę tylnymi drzwiami (plan nie został wykonany).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama