Energopol to firma świadcząca usługi budowlano-montażowe, który działa głównie jako podwykonawca dużych firm. Spółka ta to swoista hossa w pigułce. W mijającym roku skupiła się na niej większość czynników, które podgrzewały ostatnio emocje inwestorów. I tak: mamy firmę z branży budowlanej, której dzięki poprawie koniunktury udało się wyraźnie podreperować wyniki i rentowność. Obok tego mieliśmy prawdziwy wysyp nowych kontraktów, większe zainteresowanie akcjami, a w konsekwencji poprawę płynności i zmianę systemu notowań na ciągłe. Oczywiście wszystkie te kwestie, choć korzystne dla spółki, nie wystarczyłyby, żeby akcje zyskały ponad 700 proc. - potrzebne było coś więcej. Tym czymś okazała się plotka, jakoby największa krajowa firma deweloperska - J.W. Construction - miała zamiar wykorzystać Energopol, aby niejako tylną furtką wkroczyć na warszawski parkiet. Magiczne słowa klucze - "przejęcie", "nowa emisja" - szybko doprowadziły do tego, że kurs urósł niemal 400 proc. w ciągu zaledwie dwóch tygodni.
Nie wszystko, co dobre, dobrze się jednak kończy; gdy okazało się, że do połączenia z deweloperem nie dojdzie, notowania w ciągu kilku sesji zanurkowały o ponad 75 proc. Pomimo to w ciągu całego 2006 roku wartość wskaźnika C/Z dla spółki wzrosła niemal 4-krotnie, a sama cena akcji prawie 8-krotnie, więc żaden inwestor, który w tym okresie posiadał papiery Energopolu, nie może czuć się zawiedziony.
Nowe emisje akcji i przejęcia
Przejęcia i emisje to również hasła, które w mijającym roku bardzo pomogły kursowi Ponaru. Wadowicki producent hydrauliki siłowej zyskał w ubiegłym roku 673 proc. i tym samym zajął drugie miejsce w rankingu małych spółek. Jakie były powody wzrostu? Oprócz wyraźnej poprawy wyników w stosunku do 2005 r. istotne były zapowiedzi przejęcia przez Hydrotor, a w ostatnim czasie także propozycja akwizycji spółki giełdowej Relpol, która wyszła ze strony samego Ponaru. Inwestorów zelektryzowały również znaczące zakupy akcji dokonywane zarówno przez radę nadzorczą, jak i dużych giełdowych graczy - Leszka Szwado i Piotra Wiaderka. Klamrę pozytywnych informacji dopięła propozycja emisji nowych akcji - oczywiście z prawem poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy.
Trzecie miejsce w rankingu zajął 7Bulls - firma, która przez długi czas szukała dla siebie zajęcia. Ostatecznie wybór padł na nomen omen branżę deweloperską. Trudno właściwie wyobrazić sobie rodzaj działalności, który spowodowałby większy entuzjazm inwestorów - może tylko produkcja biopaliw odniosłaby lepszy skutek. Na sfinansowanie działalności potrzebny był rzecz jasna dopływ świeżej gotówki, więc 7Bulls zapowiedział nową emisję - naturalnie z prawem poboru - i już recepta na potężną zwyżkę notowań gotowa. W 2006 roku papiery 7Bulls podrożały o 506 proc.
Podobne czynniki spod znaku zmiany branż i emisji akcji decydowały w minionym roku o kursach również innych małych spółek. Wszystko wskazuje na to, że od skomplikowanych analiz dużo skuteczniejsza okazała się giełdowa maksyma o kupowaniu plotek. Na niewiele zdały się wyceny porównawcze i dochodowe, bo hossa rządzi się swoimi prawami, a czasami magiczne hasło "prawa poboru" jest więcej warte niż nawet najlepsze wyniki finansowe. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy taka sytuacja może trwać wiecznie?