Po dobrym otwarciu warszawska giełda wykonała wczoraj dość dużą woltę w trakcie dnia. Dziwne może wydawać się takie zachowanie rynku w sytuacji lekkiej poprawy na rynkach surowcowych (początkowo widocznej także w notowaniach PKN, Lotosu czy KGHM?). Warto jednak przypomnieć sobie starą zasadę, która każe kupować pogłoski, a sprzedawać fakty.

Czy wczorajsze gwałtowne ochłodzenie nastrojów po dwutygodniowym nieprzerwanym wzroście jest jakimś poważniejszym wskazaniem na przyszłość? Niekoniecznie. Realizacja zysków po dziesięciu (czy nawet w niektórych przypadkach po dwudziestu) procentach wzrostu jest czymś całkowicie normalnym. Osobiście z decyzją na ograniczenie zaangażowania na giełdzie czekałbym na większe sygnały pogorszenia koniunktury na rynkach zagranicznych. Na to na razie się nie zanosi, a korekta techniczna przyda się takiej giełdzie amerykańskiej tak samo, jak i naszej.

Największym wygranym ostatnich dwóch tygodni jest u nas sektor bankowy. Owszem, były spółki, których wzrosty procentowe były większe, niż banków, ale to właśnie ta grupa spółek zanotowała największy przyrost kapitalizacji. Kilka pozytywnych raportów analitycznych podnoszących tzw. ceny docelowe oraz napływ świeżego kapitału z zagranicy wystarczyły by akcje BZ WBK, Pekao czy BRE zyskały po blisko dwadzieścia procent. To, że wzrosty te wyczerpały większą część zwyżki przewidywanej przez analityków na cały rok, nie jest na razie żadną przeszkodą dla kupujących?

W kolejnych tygodniach spodziewałbym się jeszcze większej selektywności w zachowaniu giełdy - oczywiście pesymiści będą tą selektywność nazywać "małą szerokością rynku" i szukać pretekstu do wyprzedaży. Nie sądzę jednak, by fala popytu urwała się nagle już teraz. Abstrahując z kolei od poziomu wyceny całego rynku, wybiórcze podejście do giełdy opłaci się, gdyż są jeszcze akcje wyceniane bardzo atrakcyjnie: najwięcej takich "okazji" widzę wciąż w sektorze deweloperów, gdzie można niemal przebierać wśród spółek notowanych przy wskaźnikach P/E na poziomie 5-7 (średnia dla lat 2008-2010) albo P/NAV poniżej 1.