Licencję na eksploatacje złóż ropy naftowej nie będą sprzedawane przez dwa lata - postanowiły władze Kazachstanu.
Karim Masimow, nowy premier środkowoazjatyckiej republiki, zadecydował wstrzymać sprzedaż pozwoleń na wydobycie surowca, po tym jak chińskie spółki zaczęły zwiększać wpływy w kazachskim sektorze paliwowym. Na początku miesiąca koncern China International Trust & Investment kupił za 1,9 miliarda dolarów złoże Karazahanbasmunai, którego zapasy szacowane są na 350 milionów baryłek. Również China National Petroleum w ub.r. wygrał rywalizację z rosyjskim Łukoilem i nabył za 4,2 mld USD spółkę PetroKazakhstan. Było to największe paliwowe przejęcie w historii Państwa Środka.
Nie tylko Chińczycy zwiększają obecność na kazachskim rynku surowców energetycznych. Eksploatacją złoża Kaszagan, największego na świecie odkrytego w ostatnich trzech dekadach, zajmuje się włoski koncern Eni. Spółka ma jednak problemy techniczne z rozpoczęciem wydobycia ropy z tego złoża. Koncern, naciskany przez władze w Astanie, postanowił, że w ciągu kilku tygodni powiadomi, kiedy z Kaszaganu popłyną pierwsze partie ropy. Wartość projektu sięga blisko 29 mld USD.
Wydobyciem surowca w Kazachstanie od dawna interesują się również Polacy. Ryszard Krauze kupił w ub.r. udziały w czterech firmach zajmujących się wydobyciem ropy naftowej w środkowoazjatyckim kraju. Także PKN Orlen chce otrzymać dostęp do kazachskich złóż ropy naftowej i prowadzi już w tej sprawie rozmowy. Koncern jednak nie obawia się konsekwencji decyzji ekipy Karima Masimowa. - Decyzja rządu kazachskiego niekoniecznie musi mieć bezpośredni wpływ na starania o złoża ropy w tym kraju przez różne koncerny. Poza samodzielnym zakupem licencji możliwa jest też współpraca z podmiotami, które już posiadają koncesje i wydobywają surowiec - uważa Dawid Piekarz, rzecznik prasowy PKN Orlen.
Kazachstan nie bez przyczyny jest w kręgu zainteresowania międzynarodowych koncernów paliwowych. Na terytorium tego kraju znajduje się blisko 3,3 proc. światowych zasobów ropy naftowej.