Kazimierz Marcinkiewicz nie zamierza wycofywać swojej kandydatury na prezesa PKO BP. Były premier powiedział wczoraj, że wciąż bierze udział w konkursie na prezesa tego banku. Tym samym zdementował doniesienia prasowe, jakoby miał się wycofać z wyścigu o fotel prezesa największego rodzimego banku, zadowalając się posadą dyrektora w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. W trwającym konkursie na prezesa PKO BP Marcinkiewicz ma ośmiu rywali, m.in. byłych szefów tego banku - Henrykę Rupik i Andrzeja Topińskiego. Nowego prezesa PKO BP poznamy nie wcześniej niż w marcu. W ubiegłym tygodniu z funkcji członka rady nadzorczej banku zrezygnował bowiem Wiktor Osiatyński, uniemożliwiając tym samym wybór nowego szefa PKO BP. Wyboru może dokonać rada obradująca w co najmniej sześcioosobowym składzie - po rezygnacji Osiatyńskiego i oddelegowaniu do kierowania zarządem banku Marka Głuchowskiego rada PKO BP liczy tylko pięciu członków. Skarb Państwa, który pozostaje większościowym udziałowcem PKO BP, rezygnację Osiatyńskiego (jedynego członka rady niepochodzącego z nadania resortu) w momencie wyboru prezesa i dwóch członków zarządu banku nazwał naruszeniem kodeksu dobry praktyk. Uzupełnienie składu rady ma nastąpić na najbliższym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, zaplanowanym na 6 marca br. Wtedy będzie mógł też ruszyć z miejsca konkurs na prezesa. PKO BP nie ma prezesa od października ub.r., kiedy z funkcji szefa banku zrezygnował Andrzej Podsiadło. Po nim z zarządu PKO BP odeszło jeszcze czterech jego członków.