Reklama

Szybcy jak strzała Zenona

Czy to, co obecnie jest możliwe do szybkiego zrealizowania, nie spowoduje w przyszłości stagnacji?

Publikacja: 08.02.2007 07:57

Minister zdrowia bardzo szybko zareagował na to, że konta zadłużonych szpitali są zajmowane przez komorników. - W ciągu najbliższych kilku dni powstanie wieloletni program mający na celu oddłużenie - zamianę długów krótkoterminowych na długoterminowe - strategicznych szpitali. Jest to decyzja rządu i premiera - powiedział Zbigniew Religa. I dodał: - Program zostanie wprowadzony błyskawicznie.

Poraża ta szybkość działania. Tym bardziej poraża polskich pacjentów, którzy nie są przyzwyczajeni do tego, że coś w służbie zdrowia działa z szybkością dźwięku. Co tam dźwięku - światła. Im bardziej poraża, tym bardziej każe się jednak zastanowić: jak możliwa jest taka szybkość, skoro do tej pory nic nie wskazywało, by decyzje odnośnie do polskiej medycyny mogły wykluwać się jak błyskawice w laboratorium Frankensteina?

Warto też przy tej okazji dialektycznie (choć dialektyka jest dziś niesprawiedliwie odbierana jako irracjonalna i wściekła agresja - co dla pytającego dialektyka może być niebezpieczne) zapytać, czy to przyspieszenie nie przyniesie w ostatecznym rozrachunku spowolnienia. Co gorsza, czy to, co obecnie jest możliwe do szybkiego zrealizowania, nie spowoduje w przyszłości stagnacji. Co tam stagnacji - nieodwracalnego regresu.

O tym, że nie są to tylko czcze utyskiwania, świadczy historia (która, jak wiadomo, jest nauczycielką życia).

Oddłużanie szpitali miało miejsce w ostatnich piętnastu latach dwukrotnie. I za każdym razem przynosiło efekt krótkoterminowy. Może dawało oddech, ale na pewno nie pozwoliło nikomu z zainteresowanych: szefom placówek, lekarzom i w końcu pacjentom, na beztroskie zajęcie się tym, co do nich należy, odpowiednio - leczeniem i chorowaniem. Może na chwilę pozwalało przezwyciężyć zadyszkę, ale na pewno nie dawało szans na zakończony sukcesem start w trwającym maratonie.

Reklama
Reklama

Czas jednak porzucić pneumologiczne dywagacje. Bo niechby nawet błyskawiczne decyzje stały się normą wśród polskich polityków. Gorzej, że einsteinowskie przebłyski zawsze dotyczą rozwiązań doraźnych. Ratujących w sytuacjach podbramkowych. Nigdy - bez specjalnego ryzyka używam wielkiego kwantyfikatora - nigdy nie zdarza się decydentom, by szybkość podejmowania decyzji szła w parze z rozległością strategii. Wręcz przeciwnie, kiedy przychodzi czas na zmiany dogłębne i dalekosiężne, zachowanie polskich polityków staje się unaocznieniem starożytnego paradoksu strzały.

Przypomnienie. Paradoks strzały sformułowany przez Zenona z Elei, mówi, że strzała wypuszczona z łuku nigdy nie doleci do celu. Wynika to, według starożytnego myśliciela, z faktu (choć w rzeczywistości jest to przyjęte z góry założenie), że w każdej chwili teraźniejszej strzała nie porusza się, lecz spoczywa, zajmując określone miejsce w przestrzeni. Ponieważ zaś czas składa się z takich właśnie chwil, tzn. chwil, w których strzała spoczywa, więc w istocie spoczywa ona w ogóle i nie może posuwać się do przodu. Prawda, że opis (nomen omen) trafny?

Pamiętam, że na wykładach z logiki kładziono nacisk na obserwację, że odkrycie i sformułowanie paradoksów wielokrotnie przyczyniło się do postępów nauki. Gdy trafiano na zjawiska czy tezy paradoksalne, na ogół starano się pojąć ich istotę. Nader często bywało, że tak powstała nowa teoria.

Na jaką można liczyć tym razem?

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama