We wtorek WIG20 zakończył sesję 4,47-procentowym spadkiem, by dziś stracić kolejne 2,5 procent. W ciągu trzech ostatnich sesji wskaźnik 20 największych spółek warszawskiej giełdy spadł z poziomu 3.500 punktów do około 3.240. Silne tąpnięcie na giełdzie w Chinach oraz zaskakująco słabe dane z amerykańskiej gospodarki doprowadziły we wtorek do nagłego załamania koniunktury na Wall Street. Giełdy europejskie poszły w środę tym samym tropem, zaś giełdy Wall Street notują dziś odbicie. "Generalnie nad 'emerging markets' zbierają się ciężkie chmury. Może zepsuć się klimat, analitycy na Wall Street zaczynają mówić, że hossa na 'emerging markets' ma się ku końcowi, że potencjał wzrostu został zrealizowany (...)" - powiedział zarządzający w KBC TFI, Kazimierz Szpak. "Natomiast u nas jest specyfika lokalna. Mamy duże zainteresowanie funduszami wywołane dużymi nakładami marketingowymi, więc nie spodziewałbym się u nas krachu" - dodał.

Zniżkowały dziś największe polskie banki, jak również największe telekomy. Na domiar złego na notowaniach KGHM Polska Miedź SA zaważyło obniżenie rekomendacji dla akcji spółki do "sprzedaj" przez Raiffeisen. W takim kontekście na dalszy plan zeszły wyniki finansowe spółek. Dziś Grupa Lotos SA podała, że w 2006 roku wypełniła swoje prognozy, choć czwarty kwartał okazał się gorszy od przewidywań analityków. Druga co do wielkości spółka paliwowa w kraju rozważa ponadto emisję akcji, by sfinansować przejęcie reszty udziałów w Petrobalticu. Po dzisiejszej sesji wyniki opublikują jeszcze Prokom Software SA i deweloper Globe Trade Centre (GTC) SA - obie spółki kończą dzisiejszą sesję na minusie. Jutro sezon publikacji raportów wśród dużych spółek zakończą Netia, PKN Orlen SA i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) - wszystkie notują się niżej niż we wtorek. "Trudno mówić o spokoju. Mamy znaczące obroty, a trzeba pamiętać, że to ostatnie dni miesiąca i te spadki będą widoczne w wycenie jednostek funduszy. Nie jest to element zachęcający do kupowania jednostek, co może stanowić ograniczenie popytu ze strony funduszy" - powiedział makler w CDM Pekao SA, Jarosław Ołdakowski. "Na razie jednak trzeba to rozpatrywać w kategoriach korekty, na którą rynek był przygotowywany. Dane amerykańskie zasiały dzisiaj niepokój. Będziemy patrzeć na dalsze dane z USA i reakcję tamtejszych giełd" - dodał.

((Autor: Adrian Krajewski; Redagowała: Marta Filipiak; [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, RM: [email protected]))

l