Szefowie działów, które w biurach maklerskich zajmuję się rynkiem pierwotnym (czyli przygotowaniem spółek do pierwszej oferty publicznej akcji i do debiutu na GPW), zgodnie deklaruję, że ich ludzie pracuję obecnie nad co najmniej "kilkoma" projektami. A to oznacza, że w sumie mamy kilkudziesięciu kandydatów do giełdowych notowań. Także w dziesiątkach należy liczyć spółki, które zadeklarowały zainteresowanie giełdę lub rozpoczęcie prac nad prospektem emisyjnym - dokumentem niezbędnym, aby IPO i debiut na parkiecie był możliwy. Komisja Nadzoru Finansowego, według stanu na połowę maja, analizuje ponad 20 prospektów potencjalnych debiutantów.
Przed nami kilka lat hossy
Debiutom na giełdzie sprzyja przede wszystkim rozkręcona koniunktura gospodarcza. Pod koniec marca minister finansów Zyta Gilowska oszacowała, że prosperity potrwa jeszcze pięć lat. Wielu ekonomistów nie podziela jej optymizmu, ale i oni przyznaję, że najbliższe dwa, trzy lata faktycznie zapowiadają się bardzo dobrze.
Rosnę inwestycje przedsiębiorstw, konsumpcja jest wciąż jednym z kół zamachowych szybkiego rozwoju gospodarczego. Nastroje w biznesie są dobre.
Przedsiębiorcy wiele obiecuję sobie po współorganizowaniu przez Polskę mistrzostw piłkarskich Euro 2012. W takich okolicznościach firmy rozwijają się szybko, nawet bardzo szybko. Potrzebuję kapitału, by finansować ekspansję i wygrać z konkurencję. Potrzebuję giełdy. - Zainteresowanie warszawskim parkietem jest olbrzymie, zwłaszcza wśród tych spółek, którym przestały wystarczać kredyty. Ten trend utrzyma się w przyszłych latach - twierdzi Olaf Grelowski, koordynator projektów w wydziale rynków kapitałowych w Domu Maklerskim PKO BP.