Reklama

Bardzo dobra koniunktura na rynku pierwotnym trwa i zapewne jeszcze potrwa

Już w tym roku może być pobity rekord liczby debiutów na warszawskiej giełdzie ustanowiony przed dekadę. Na parkiecie znalazły się wtedy, w 1997 roku, 62 nowe przedsiębiorstwa. Od początku 2007 r. pierwszą ofertę publiczną (IPO) przeprowadziły i pojawiły się na GPW 22 podmioty (stan na 31.05.2007 r.). Ale wysyp debiutów jeszcze przed nami.

Publikacja: 23.06.2007 09:38

Szefowie działów, które w biurach maklerskich zajmuję się rynkiem pierwotnym (czyli przygotowaniem spółek do pierwszej oferty publicznej akcji i do debiutu na GPW), zgodnie deklaruję, że ich ludzie pracuję obecnie nad co najmniej "kilkoma" projektami. A to oznacza, że w sumie mamy kilkudziesięciu kandydatów do giełdowych notowań. Także w dziesiątkach należy liczyć spółki, które zadeklarowały zainteresowanie giełdę lub rozpoczęcie prac nad prospektem emisyjnym - dokumentem niezbędnym, aby IPO i debiut na parkiecie był możliwy. Komisja Nadzoru Finansowego, według stanu na połowę maja, analizuje ponad 20 prospektów potencjalnych debiutantów.

Przed nami kilka lat hossy

Debiutom na giełdzie sprzyja przede wszystkim rozkręcona koniunktura gospodarcza. Pod koniec marca minister finansów Zyta Gilowska oszacowała, że prosperity potrwa jeszcze pięć lat. Wielu ekonomistów nie podziela jej optymizmu, ale i oni przyznaję, że najbliższe dwa, trzy lata faktycznie zapowiadają się bardzo dobrze.

Rosnę inwestycje przedsiębiorstw, konsumpcja jest wciąż jednym z kół zamachowych szybkiego rozwoju gospodarczego. Nastroje w biznesie są dobre.

Przedsiębiorcy wiele obiecuję sobie po współorganizowaniu przez Polskę mistrzostw piłkarskich Euro 2012. W takich okolicznościach firmy rozwijają się szybko, nawet bardzo szybko. Potrzebuję kapitału, by finansować ekspansję i wygrać z konkurencję. Potrzebuję giełdy. - Zainteresowanie warszawskim parkietem jest olbrzymie, zwłaszcza wśród tych spółek, którym przestały wystarczać kredyty. Ten trend utrzyma się w przyszłych latach - twierdzi Olaf Grelowski, koordynator projektów w wydziale rynków kapitałowych w Domu Maklerskim PKO BP.

Reklama
Reklama

Oprócz stanu gospodarki czynnikiem, który najbardziej wpływa na kondycję rynku IPO, jest to, co dzieje się na rynku wtórnym giełdy. A tam od kilku lat panuje hossa. Zainteresowanie inwestorów akcjami, w tym także akcjami debiutantów, jest olbrzymie: ofertom publicznym, zarówno pierwotnym, jak i kolejnym, dokonywanym już przez spółki notowane na GPW, towarzyszę ogromne redukcje zapisów. Zdaniem naszych rozmówców, chociaż hossa osiąga apogeum, trudno się spodziewać nagłej, głębokiej korekty. Dobra koniunktura w gospodarce musi mieć przecież odzwierciedlenie w sytuacji na rynku kapitałowym.

Z czego wynika olbrzymie zainteresowanie giełdę? Wieloletnia hossa działa na wyobraźnię inwestorów i zwykłych Polaków. Pieniądze płynę więc wartkim strumieniem do funduszy inwestycyjnych. Stale też rosnę aktywa funduszy emerytalnych. Instytucje te, zwłaszcza fundusze inwestycyjne, wręcz dławię się czasem od nadmiaru gotówki, a przy tym objęte są jednak pewnymi prawnymi ograniczeniami, jeśli chodzi o różne inwestycje, w tym zagraniczne. Lokuję więc kapitał na giełdzie.

Czy polityka gospodarcza może w jakiś sposób wpłynąć na rynek IPO? Biura maklerskie są zgodne, że naczelną zasadę państwa powinna być paremia "primum non nocere". Projekty typu lustracja historyczna (przez IPN) czy lustracja majątkowa władz spółek giełdowych budzę tylko niepotrzebne kontrowersje i emocje. Nawet jeśli niektóre rozwiązania to tylko efekt zwykłego niedopatrzenia legislatorów.

Alternatywa zawsze się znajdzie

Nasi rozmówcy nie spodziewają się w najbliższych latach nagłej korekty na rynku wtórnym giełdy, a przynajmniej - nie spodziewają się takiej korekty, która mogłaby się odbić bardzo negatywnie na sytuacji na rynku IPO. Mocne fundamenty gospodarki pozwalają przypuszczać, że - jeśli już korekta przyjdzie - będzie miała bardziej techniczny charakter. Ochłodzenie hossy przyniosłoby zresztą pożytek. - Przy tak "wyśrubowanym" rynku wtórnym pojawiają się czasem absurdalne wyceny spółek podczas IPO. Moim zdaniem, nawet 20-30 proc. przecena akcji na giełdzie nie powinna źle wpłynąć na rynek pierwotny - mówi Roman Traczyk, dyrektor wydziału rynku pierwotnego w domu maklerskim AmerBrokers.Co więcej, firmy przeważnie maję świadomość, że wejście na giełdę nie jest projektem, który ma jednorazowo zapewnić dopływ gotówki. IPO otwiera przecież drogę do sięgania po kapitał w przyszłości. A to oznacza, że na brak publicznych ofert akcji (już nie pierwotnych, ale jednak) tak czy inaczej rynek nie powinien narzekać.

Część naszych rozmówców zwraca uwagę, że nawet w przypadku "chudszych" lat w gospodarce czy na giełdzie, kolejne przedsiębiorstwa powinny być zainteresowane notowaniem akcji. Wkrótce ma wystartować tworzony przez GPW alternatywny system obrotu NewConnect - z myślę o małych i średnich przedsiębiorstwach, które do tej pory mogły jedynie korzystać z kredytów. W przypadku nowego rynku rygory, jeśli chodzi o koszty i dopuszczenie akcji do notowań, będą mniejsze niż na rynku regulowanym GPW.

Reklama
Reklama

Miliardowe obietnice Skarbu Państwa

Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że chociaż liczba debiutów imponuje, to oferty są jednak wartościowo niewielkie. Wartość ubiegłorocznych emisji na rynku pierwotnym wyniosła około 4,16 mld zł, podczas gdy w rekordowym 2004 roku około 13 mld zł.

W tym roku nie zanosi się, by udało się ten rekord pobić. Tymczasem to właśnie duże IPO mogłyby rozwiązać problem nadwyżki pieniędzy w funduszach czy bardziej generalnie rzecz ujmując - problem wciąż niedostatecznej podaży. Jednak niezmiernie rzadko trafiają się znaczniejsze oferty firm prywatnych, takich jak np. Multimedia (ponad 800 mln zł) czy Dom Development (420 mln zł, z czego 230 mln zł to akcje nowej emisji). Obie spółki udanie zadebiutowały na GPW w zeszłym roku. Nadchodząca emisja innego dewelopera - J.W. Construction (600 mln zł, z czego nowe papiery to 200 mln zł) też należy do wyjątków. Należy się spodziewać głównie małych i średnich emisji.

Nic się nie zmieni bez ruchu ze strony Skarbu Państwa. Do sprywatyzowania są wciąż gigantyczne przedsiębiorstwa, jak LOT, PKP Cargo, PKP Intercity, o megagrupach energetycznych nie wspominając. W przypadku tych ostatnich wartość IPO mogłaby iść w miliardy złotych! Skarb Państwa zapowiedział debiut przedsiębiorstw energetycznych na przyszły rok.

Szkopuł w tym, że na razie kończy się na deklaracjach i przedstawianiu przez resort harmonogramów, w których dotrzymanie mało kto wierzy (dobrym przykładem jest LOT, którego debiut zapowiadany jest od kilku lat - za każdym razem ma to być "właśnie w tym roku").

W tej sytuacji nie dziwi, że wielu naszych rozmówców z rynku kapitałowego sądzi, że polityka resortu skarbu sprowadza się nie do prywatyzacji, w tym tak atrakcyjnej dla państwowego właściciela, jak prywatyzacja przez giełdę, ale do "zasysania" dywidend.

Reklama
Reklama

Sektor budowlany

dostarczy debiutantów

W najbliższych latach z pewnością dopiszę małe i średnie przedsiębiorstwa. W tej chwili domy maklerskie muszę wręcz czasem, w związku z ograniczonymi możliwościami, rezygnować ze współpracy z podmiotami zainteresowanymi przeprowadzeniem IPO.

W opinii biur maklerskich, w najbliższych latach można się spodziewać napływu debiutantów zwłaszcza spośród firm zajmujących się budowę infrastruktury czy tak modną ostatnio deweloperkę. Nie tylko wspomniane Euro 2012 spowoduje ich aktywność, ale ogólna "zapaść" infrastrukturalna naszego kraju, z której będziemy próbowali się wydobyć (a właściwie już próbujemy) za pomocą unijnych środków.

Naszym rozmówcom trudno wyróżnić inne wybijające się branże. Można się spodziewać, że dobrze będą sobie radzić firmy związane z surowcami (np. dystrybutorzy stali) czy nowymi technologiami. Z tego ostatniego sektora powinna pochodzić znaczna część przedsiębiorstw zainteresowanych budowanym przez GPW nowym rynkiem - wspomnianym już NewConnect. - Myślę, że atrakcyjne będą też spółki, których sytuacja zależy w dużej mierze od szeroko rozumianego popytu konsumpcyjnego. Poprawiają się bowiem zarobki Polaków, a przez to rośnie ich siła nabywcza - twierdzi Konrad Zawisza, dyrektor biura rynku pierwotnego DI BRE Banku.Urzędy nie będą "wąskim gardłem"

Reklama
Reklama

Liczba IPO w danym okresie zależy również od wydolności i "przepustowości" administracji, w tym przypadku przede wszystkim KNF. Jak już wspomnieliśmy, Komisja Nadzoru Finansowego rozpatruje obecnie ponad 20 prospektów emisyjnych. - Nie ma żadnych przestojów. Pracy jest bardzo dużo, ale Departament Emitentów świetnie daje sobie radź - zapewnia Łukasz Dajnowicz z KNF. Podkreśla, że czas zatwierdzania prospektu zależy tak naprawdę od spółki: od tego, czy starannie przygotowała dokument. - Zainteresowanie spółek wejściem na giełdę bardzo nas cieszy i KNF nigdy nie będzie "wąskim gardłem". W przypadku jeszcze większego wysypu prospektów, odpowiemy elastyczną organizację pracy i procedur w urzędzie - dodaje Ł. Dajnowicz.

Giełda Papierów Wartościowych również nie obawia się ewentualnego wysypu pierwotnych ofert publicznych. - Jeśli chodzi o przetwarzanie danych - statystyk czy podsumowań - większość pracy wykonuję komputery. Nie ma więc specjalnego znaczenia, czy sumujemy dane dla 300 czy 500 spółek - mówi Dariusz Marszałek z GPW. - Procedura dopuszczenia i wprowadzenia spółki do obrotu na giełdzie trwa przeważnie kilka dni. W grę wchodzi sprawdzenie dokumentów. Pod koniec ubiegłego roku zdarzały nam się nawet dwa debiuty jednego dnia, zatem logistycznie jesteśmy dobrze przygotowani, nawet do takich sytuacji - zapewnia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama