Tak, bo pełna integracja nadzoru przyniosłaby Polsce wiele korzyści. W 2006 r. odbyła się na ten temat debata publiczna i ustawodawca podjął pragmatyczną decyzję wymuszoną przez ewolucję rynku, np. rozwój produktów międzysektorowych.
W wielu innych krajach europejskich również doszło do integracji nadzoru, zaś nigdzie do jego rozproszenia. Rozproszony nadzór powoduje, że Polska w pewnych zbliżonych kwestiach mówi na arenie międzynarodowej niespójnym głosem. Odbywa się to ze szkodą dla naszych interesów.
Czy odwlekanie tego o pięć lat to słuszna decyzja?
W mojej ocenie byłaby to decyzja niesłuszna. Pięć lat to bardzo odległa perspektywa i w praktyce może to oznaczać, że do integracji nie dojdzie nigdy. KNF jest przygotowana do połączenia z nadzorem bankowym już teraz. Jeśli ustawodawca pozwoli, to można ten proces przeprowadzić od razu. Byłoby to na pewno korzystniejsze nie tylko dla rynku finansowego, ale również dla pracowników GINB, którzy szybciej mieliby zmianę za sobą i mogliby się skupić na spokojnej pracy.
Jak odbiera Pan propozycje zmian w składzie Komisji Nadzoru Finansowego? Może przybyć Panu trzeci zastępca, od banków.
W projekcie Ministerstwa Finansów dostrzegam logiczną sprzeczność. Z jednej strony wprowadza się dodatkowego, trzeciego zastępcę przewodniczącego KNF, który miałby objąć pieczę nad nadzorem bankowym, a z drugiej strony postuluje się wyłączenie nadzoru bankowego z KNF. To rozwiązanie chyba powstawało w pośpiechu.