Wprawdzie tydzień ma pięć dni roboczych, ale dziś skupimy się głównie na tym ostatnim, czyli piątku. To właśnie tego dnia miały miejsce dwa wystąpienia, które potencjalnie mogły wpłynąć na sytuację na rynkach finansowych, a więc i również na naszej giełdzie. Oba wystąpienia miały miejsce w USA. Oba były wyczekiwane z niecierpliwością. Tylko jedno z nich stało się tematem poważnych rozważań, a drugie pozostawiło po sobie wiele komentarzy.
Mowa oczywiście o wystąpieniach prezydenta G. Busha i szefa amerykańskiego banku centralnego (Fed) Bena. Bernanke. Z oboma wiązano pewne nadzieje. Po pierwszym oczekiwano pojawienia się jakiegoś konkretnego planu pomocy osobom mającym problemy ze spłatą zadłużenia związanego z posiadanym kredytem należącym do grupy podwyższonego ryzyka.
"Zadaniem" Bernanke miało być puszczenie sygnału, że Fed jest przygotowany do poluzowania polityki monetarnej. Jak więc widać, oczekiwano pocieszenia w trudnych czasach kryzysu na rynku długu.
Słowa otuchy G. Busha
Przemowa Prezydenta USA była kwiecista i pełna zatroskania, ale w sumie mało konkretna. Opinie są jednoznaczne - zadaniem tego wydarzenia miało być pokazanie, że administracja rządowa nie bagatelizuje sprawy i z troską pochyla się nad potrzebującymi. Niemniej propozycje prezydenta oceniono jako niezbyt zaangażowane. Pomoc ma być skierowana do części tych kredytobiorców, którzy mają obecnie problem z obsługą zadłużenia związanego ze skokiem płatności, jaki miał miejsce przy przejściu z okresu o mniejszym obciążeniu odsetkami w okres pełnego regulowania zobowiązań.