Europejski Bank Centralny pozostawił wczoraj stopy procentowe na niezmienionym poziomie 4 proc., odkładając na później plany ich podniesienia. O podjęciu takiej decyzji, spodziewanej przez większość ekonomistów, przesądziły obawy, że kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych i zapaść tamtejszego budownictwa mieszkaniowego stanowią coraz większe zagrożenie dla perspektyw wzrostu gospodarczego, i to w skali światowej.
Jeszcze jedna interwencja
Krach na rynku subprime w Stanach Zjednoczonych sprawił, że banki mniej ochoczo udzielają kredytów, co podnosi ich koszty i powoduje zawirowania na rynkach finansowych. Wczoraj rano, jeszcze przed posiedzeniem decydującym o wysokości stóp, EBC wpompował w system bankowy kolejne 57,7 mld USD, by poprawić płynność na rynku, której brak wywindował stopę depozytową do poziomu najwyższego od sześciu lat. Od połowy sierpnia banki centralne na całym świecie przeznaczyły na ten cel już ponad 400 mld USD.
Kłopotliwe położenie
Nie ulega wątpliwości, że EBC znalazł się w kłopotliwym położeniu. Z fundamentalnej oceny sytuacji gospodarczej w strefie euro wynika, że potrzebna by była jeszcze co najmniej jedna podwyżka stóp. Z dugiej jednak strony bank musi brać pod uwagę zawirowania na rynku.