Podczas ostatnich sesji mijającego tygodnia spadały główne indeksy wszystkich największych europejskich giełd. Nastroje inwestorów pogorszyły się po ogłoszeniu raportu o zatrudnieniu w Stanach Zjednoczonych. Spodziewano się, że w sierpniu w USA przybyło 100 tysięcy miejsc pracy, ale ekonomistów i graczy giełdowych spotkała przykra niespodzianka. Wprawdzie w firmach amerykańskich ubyło tylko 4 tysiące etatów, ale różnica między oczekiwaniami a rzeczywistością była na tyle duża, że wzrosły obawy, iż gospodarka Stanów zmierza ku recesji. Zamieszanie na rynkach finansowych, które jest konsekwencją niespłacania ryzykownych kredytów hipotecznych przez rosnącą liczbę Amerykanów, oraz piątkowy raport z rynku pracy tworzą niekorzystny klimat dla rynków akcji. Każdy pretekst wykorzystywany jest do pozbywania się tych walorów. W piątek w Europie najbardziej ucierpiały spółki mocno zaangażowane na rynku amerykańskim. Traciły też banki, gdyż analitycy Dresdner Kleinwort uznali, że prognozy ich zysków są zbyt optymistyczne. Uderzyło to głównie w notowania Deutsche Banku, Credit Suisse i UBS.

Indeks Dow Jones Stoxx dla sześciuset największych firm naszego kontynentu stracił 2,2 proc. Wartość WIG20 zmniejszyła się 0,92 proc.

Co czeka rynki akcji? Znowu odezwał się Alan Greenspan, były szef amerykańskiego banku centralnego, którego poprzednia wypowiedź doprowadziła do wyprzedaży akcji w lutym. Wówczas Greenspan stwierdził, że Stanom Zjednoczonym grozi recesja, a teraz sytuacja na rynkach finansowych kojarzy mu się z wydarzeniami, które poprzedziły słynny krach w październiku 1987 r., kiedy indeks Dow Jones Industrial Average jednego dnia stracił 23 proc., oraz z kryzysem w 1998 r. po wcześniejszym załamaniu na rynkach azjatyckich.