Poniedziałkowe sesje na giełdach na świecie zaczęły się od wyprzedaży w Tokio. Inwestorzy reagowali nie tylko na piątkowy raport z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych, ale także na kondycję japońskiej gospodarki. Okazało się, że dynamika japońskiego PKB w kwartale kwiecień-czerwiec była gorsza, niż wynikało z prognoz ekonomistów, którzy spodziewali się 0,7-proc. spadku. W rzeczywistości wyniósł on 1,2 proc. Rząd obstawiał 0,5-proc. wzrost produktu krajowego.
Spadek PKB w poprzednim kwartale był najgłębszy od prawie czterech lat. - Ruch Banku Japonii jest wykluczony - komentował ewentualność podwyżki stopy procentowej Takehiro Sato, ekonomista Morgan Stanley Securities Japan. Jego zdaniem, nad Japonią i światem zbierają się chmury.
Infekcji nie uda się uniknąć
Przez poprzednie 18 miesięcy świat był odporny na słabości gospodarki amerykańskiej. Globalny PKB powiększał się w tempie ponad 5 proc. rocznie. Tym razem wygląda na to, że infekcji nie uda się uniknąć. W najbliższych miesiącach ekonomiści spodziewają się znaczącego spadku tempa rozwoju. Różnica polega na tym, że teraz kryzys na rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych podkopuje zaufanie amerykańskich konsumentów i ogranicza zakupy dóbr importowanych. Dynamika eksportu Tajlandii zwolniła z 18,1 proc. w czerwcu do około 6 proc. w lipcu i sierpniu. Kłopoty mają też Malezyjczycy. Także szybko rozwijające się Chiny są wrażliwe na tempo wzrostu w USA.
- Rosnące prawdopodobieństwo recesji w USA i protekcjonizm oznaczają, że dynamika chińskiego eksportu jest poważnie zagrożona - uważa Huang Yiping, ekonomista Citigroup w Hongkongu. Chiński bank centralny niedawno dokonał trzeciej w tym roku podwyżki głównej stopy procentowej, by przyhamować wzrost cen, ale jeśli globalna gospodarka zwolni, jego optyka ulegnie diametralnej zmianie.