Przedstawiciele Microsoftu wydają się już przyzwyczajeni do przegrywania procesów o nadużywanie dominującej pozycji na rynku. Wczoraj z pokorą znieśli podtrzymanie przez Sąd Pierwszej Instancji nałożonej na firmę przez Komisję Europejską grzywny w wysokości 497 mld euro.
Unijny trybunał uznał za zasadne wszystkie najważniejsze zarzuty postawione przez Brukselę. Microsoft będzie od tej pory musiał dzielić się z konkurencją informacjami na temat swojego systemu Windows, nie będzie też mógł sprzedawać razem z nim aplikacji Media Player. Dzięki temu, twierdzi Komisja, na rynku UE pojawią się konkurencyjne produkty, a ceny ruszą w dół. Komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes nie kryje, że europejscy konsumenci zyskają kosztem największego na świecie producenta oprogramowania. - Znaczący spadek ich udziału w rynku to to, o co nam chodzi - mówi komisarz.
Kosztowny spór
Microsoftowi przysługuje odwołanie do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, ostatecznej instancji wspólnotowego systemu prawa. W dotychczas wytaczanych jej procesach antymonopolowych firma zawsze walczyła do końca - i prawie zawsze przegrywała. Teraz gra idzie o rekordową stawkę, ale prawnicy koncernu uchylali się wczoraj od deklaracji. Konflikt z Komisją kosztował już Microsoft dodatkowe 280,5 mln euro - to kara za zbyt powolne dostosowywanie oprogramowania do wymogów Brukseli. Być może dlatego Amerykanie mają już dość przepychanek. - Jeśli są jakieś dodatkowe kroki, które powinniśmy podjąć, aby dostosować się do tej decyzji, zrobimy to - zapowiada asekuracyjnie Brad Smith, główny prawnik Microsoftu.
Postanowienie sądu wywołało różne komentarze. - Jest to głęboko niepokojące z punktu widzenia biznesu, państwa prawa i stosunków transatlantyckich - nie przebiera w słowach Philip Marsden, specjalista od prawa konkurencji z Brytyjskiego Instytutu Prawa Międzynarodowego Publicznego i Prywatnego. - Wyrok pokazuje całkowity rozdźwięk pomiędzy USA i Europą - dodaje.