Wczoraj w amerykańskim Kongresie swojej polityki bronili Ben Bernanke, szef Fedu, i Henry Paulson, sekretarz skarbu. Bernanke spodziewa się wzrostu liczby przypadków niespłacania ryzykownych kredytów hipotecznych i eksmisji. Próbował uprzedzić głosy krytyków. Powtórzył, że do końca roku Fed ogłosi nowe reguły chroniące konsumentów. Zapewnił, że nie będzie powtórki kryzysu subprime, bo inwestorzy oraz kredytodawcy domagają się surowszych standardów, i liczy, że dojdzie do autokorekty.
Zdaniem Bernanke, globalny system finansowy jest "względnie silny" i powinien poradzić sobie z zawirowaniami. Fed dokonał ostrego cięcia stóp procentowych, by chronić gospodarkę przed potencjalnymi skutkami blokady na rynku kredytowym. Alan Greenspan, były szef Fedu, uważa jednak, że mimo cięcia kosztów kredytu ryzyko recesji w USA wciąż przekracza 30 proc.
W Londynie bardzo gorąco
Mervyn King, szef Banku Anglii, mówił w parlamencie brytyjskim, że regulacje krajowe i Unii Europejskiej skomplikowały jego wysiłki zmierzające do ratowania banku Northern Rock i uniemożliwiły podejmowanie działań zapobiegających panice. Obowiązujące regulacje prawne w sprawie przejęć wykluczają organizację szybkiej sprzedaży banku, który ma problemy. King skarżył się też, że jego instytucja nie może bez rozgłosu wspierać finansowo banków, gdyż musi informować o każdej pożyczce. Wiarygodność Banku Anglii i jego szefa w ostatnich tygodniach została poważnie nadwątlona.
Najpierw King deklarował, że jego instytucja, w przeciwieństwie do Europejskiego Banku Centralnego i amerykańskiej Rezerwy Federalnej, nie będzie zasilała rynku dodatkowymi funduszami, ale w końcu musiał to uczynić. Wycofał się też z deklaracji, że bank centralny nie będzie uczestniczył w transakcjach dotyczących trzymiesięcznego kredytu na rynku pieniężnym.