W związku z osiągnięciem przez złoto najwyższej od 27 lat ceny na giełdach w Londynie i Nowym Jorku (ponad 735 dolarów za uncję), do redakcji napłynęła lawina listów oraz e-maili świadcząca o wyraźnych symptomach gorączki.
Pani Kazimiera C. z Bochni chciała dowiedzieć się, ile mogą być warte złote kolczyki, które jubiler zrobił niegdyś z obrączki jej męża nieboszczyka. "Sprzedawać od razu, czy czekać, aż złoto pójdzie w górę jeszcze bardziej?" - zapytała redakcję pani Kazimiera. Zdradziła nam, że za uzyskane fundusze zamierza wystawić mężowi i sobie granitowy pomnik, bo na wdzięczność dzieci nie ma co w dzisiejszych czasach liczyć. Próba wytłumaczenia pani Kazimierze, że w Londynie i Nowym Jorku handluje się raczej złotem w sztabkach, a nie w kolczykach, nie spotkała się ze zrozumieniem. "Coś kręcicie; niby jak oni te sztabki noszą w uszach? To przecież musi strasznie deformować".
Pani Janina B. z Krakowa-Krowodrzy napisała, że kilka lat temu stomatolog zamienił jej cztery złote koronki, które nosiła od ślubu, na porcelanowe, więc teraz ma wolne walory w tychże koronkach. "Czy, zdaniem redakcji, koronek wystarczy na operację plastyczną, na którą nie mogę odłożyć, a mąż coraz bardziej się czepia?" - zapytała. Mnożyliśmy właśnie wagę koronek przez cenę złota, gdy nadszedł od p. Janiny kolejny list. Pisała, że sprawa jest nieaktualna, bo przetrząsnęła cały dom i koronek nie znalazła. List pani Janiny utkwił nam w pamięci, ponieważ użyła słów premiera, pisząc, że w kręgu podejrzeń znajduje się jej własny mąż.
Pani Zofia S. z Gorzowa Wielkopolskiego zapytała, czy w związku ze wzrostem ceny kruszcu trzy złote łańcuszki, które przywiozła za poprzedniego ustroju z wyjazdu tzw. pociągiem przyjaźni do ościennego mocarstwa, nazywanego wówczas ojczyzną światowego proletariatu, wystarczą jej na nową wersalkę. "Ze starej wyłażą już sprężyny" - zdradziła czytelniczka. Nie bardzo wiedzieliśmy, co odpowiedzieć, bo sami także mamy w domu parę złotych łańcuszków z dawnych czasów. Na wszelki wypadek odpisaliśmy, żeby pani Zofia poczekała na jakąś dużą wyprzedaż albo rozejrzała się po komisach.
Pan Andrzej Cz. ("z tych Cz." - zaznaczył w liście) zapytał, czy, naszym zdaniem, może starać się o odszkodowanie za złotą zastawę, odebraną jego rodzinie po wojnie przez komunistów. "Przed wojną ojciec był bardzo dobry dla naszych fornali i nawet zorganizował kurs, na którym uczono dzieci służby podpisać się" - podkreślił pan Andrzej. Musieliśmy odpisać, że wedle naszej wiedzy, nie powinien na nic specjalnego liczyć. "A tłumaczyłem ojcu, że takie będą skutki tej jego walki z analfabetyzmem" - odpisał rozgoryczony Cz.