Mierzący koniunkturę na światowych rynkach surowcowych indeks CRB przeżył w ostatnich tygodniach wyjątkowo silną falę wzrostową. Od połowy sierpnia wskaźnik ten zyskał już ponad 11 proc., co jak na rynki towarowe jest nieczęsto spotykanym tempem. Falę wzrostową CRB trudno byłoby wytłumaczyć, nie odwołując się do sytuacji na innych rynkach finansowych. Moment odbicia w połowie sierpnia zbiegł się w czasie z odreagowaniem na rynkach akcji. To wskazuje, że jedną z głównych sił napędzających ceny surowców są - podobnie jak na rynkach akcji - oczekiwania, że gospodarka amerykańska, z pomocą Fedu, wydostanie się z opresji. Warto jednak zwrócić uwagę, że o ile indeksy akcji nie powróciły jeszcze do tegorocznych szczytów, to CRB poprzednie maksimum pokonał już przed ponad tygodniem i znajduje się najwyżej od ponad roku. Jednym z dodatkowych powodów jest słabnący dolar, co tradycyjnie przekłada się na rosnące ceny części towarów, takich jak złoto czy srebro.
Kombinacja tych czynników sprawiła, że indeks rośnie nie tylko za sprawą tradycyjnie mocnego rynku paliwowego. Przeglądając notowania poszczególnych kontraktów terminowych objętych indeksem CRB, można dojść do wniosku, że ostatnie tygodnie przyniosły prawdziwą surowcową hossę. Byki niepodzielnie królują choćby na rynku cukru (tutaj siłą napędową jest głównie rozwój przemysłu biopaliwowego), soi czy pszenicy (w ciągu 4 miesięcy podrożała aż o 80 proc.). Hossa omija jedynie niektóre metale nieszlachetne, przede wszystkim aluminium, chociaż już cena niklu zaczęła się wyraźnie odbijać.
Parkiet