Reklama

Rynek rozwija się w rytm koniunktury i zmian w regulacjach

Domy maklerskie mają się bardzo dobrze, bo sprzyja im sytuacja w gospodarce i na giełdzie. To właśnie koniunktura jest najważniejszym czynnikiem, od którego zależy ich rozwój. Znaczenie mają jednak także zmiany w prawie - w tym oczekiwane

Publikacja: 25.09.2007 10:42

Przedstawiciele branży przyznają zgodnie, że rynek domów maklerskich jest bardzo wrażliwy na koniunkturę gospodarczą. Nic dziwnego - im lepsza koniunktura, tym większa chęć do inwestowania (oraz większe oszczędności), a co za tym idzie, większe obroty na giełdzie i zyski brokerów. To tłumaczy, dlaczego rekordowy był dla nich ubiegły rok, kiedy obroty akcjami na giełdzie sięgnęły prawie 340 mld zł, a zysk brutto branży po raz pierwszy w historii przekroczył 1 mld zł i wyniósł prawie 1,2 mld zł. W tym roku oba rekordy mogą być pobite. Wskazuje na to wartość obrotów akcjami za osiem pierwszych miesięcy, która sięgnęła 333 mld zł!

Na sytuację w sektorze istotny wpływ miała również nowelizacja prawa w ostatnich latach. Intencją ustawodawcy była liberalizacja i równoczesne dostosowanie polskich regulacji do wymagań UE. Przedstawiciele branży doceniają zmiany, jednak zgodnie przekonują, że jeszcze nie wszystko zostało zrobione.

Jak rosły zyski brokerów

W kwietniu 2000 r. wygasła poprzednia hossa giełdowa. Osłabieniu gospodarki towarzyszyła oczywiście dekoniunktura na warszawskiej giełdzie. Podczas gdy jeszcze w 2000 roku obroty akcjami na GPW sięgnęły prawie 170 mld zł, to w 2001 roku spadły do zaledwie 80 mld zł, a w 2002 wyniosły już tylko 64 mld zł. Poprawa stała się widoczna dopiero w 2004 r. Obroty akcjami na giełdzie wyniosły wtedy 119 mld zł, a w 2005 r. 191 mld zł. - To, że sytuacja na rynku domów maklerskich jest pochodną gospodarczej i giełdowej koniunktury, potwierdza chociażby analiza wyników brokerów w poszczególnych okresach - twierdzi Marek Juraś, analityk DM BZ WBK. - Pośrednictwo w obrocie, czyli przyjmowanie zleceń kupna i sprzedaży papierów wartościowych i pobieranie od nich prowizji, które zresztą w ostatnim czasie spadły, to wciąż przecież główny składnik przychodów branży - mówi.

Pośrednictwo w obrocie zapewnia, według danych GUS za 2006 rok, ponad połowę (52 proc.) przychodów z działalności maklerskiej; zarządzanie aktywami na zlecenie, czyli asset management - 20 proc., wprowadzanie spółek na parkiet i związane z tym usługi (np. przygotowanie prospektu emisyjnego) - 12 proc., prowizje od sprzedaży jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych 8 proc., a pozostałe przychody to 8 proc. Oprócz działalności maklerskiej, która jest najważniejszym źródłem (75 proc.) przychodów ogółem, brokerzy zarabiają również na własnej działalności inwestycyjnej oraz odsetkach od lokat i kredytów.

Reklama
Reklama

Od koniunktury zależy nie tylko wartość obrotów na giełdowym parkiecie, ale również liczba spółek emitujących na nim nowe akcje. Wysokie notowania firm na GPW skłaniają przedsiębiorstwa do zdobywania tam kapitału na rozwój. W ubiegłym roku na debiut giełdowy zdecydowało się aż 38 firm. Dla porównania: w 2002 r. było ich tylko pięć. Podobnie jest z funduszami inwestycyjnymi - im lepsza koniunktura na giełdzie, tym większe płyną do nich pieniądze (większy jest popyt na jednostki uczestnictwa), które TFI również częściowo lokują w akcjach spółek, powiększając giełdowe obroty.

W ubiegłym roku, kiedy handel na GPW oraz liczba IPO były rekordowo duże, domy maklerskie mogły pochwalić się rekordowym zyskiem. Ich zarobek przed opodatkowaniem wyniósł w sumie 1,2 mld zł i był prawie dwukrotnie wyższy niż w 2005 r. W latach 2000-2004 domy maklerskie zarobiły odpowiednio: 293 mln zł, 50 mln zł, 31 mln zł, 238 mln zł, 519 mln zł.

Podobnie w rytm koniunktury zmieniała się liczba domów maklerskich. Do końca sierpnia tego roku zarejestrowanych było ich 49 (w tym 10 bankowych), czyli o 13 więcej niż jeszcze cztery lata temu.

W 2005 roku zostały wprowadzone poważne zmiany w regulacjach dotyczących rynku kapitałowego. Ustawę o publicznym obrocie papierami wartościowymi zastąpiły trzy oddzielne ustawy: o obrocie instrumentami finansowymi, o ofercie publicznej i spółkach publicznych oraz o nadzorze nad rynkiem kapitałowym. Jaki faktycznie wpływ na funkcjonowanie rynku domów maklerskim miały te zmiany? Łatwiej wejść na rynek

Po pierwsze, ustawa o obrocie zmniejszyła wymogi kapitałowe wobec przedsiębiorstw działających w tej branży, ułatwiając wejście na rynek kolejnym firmom. Dom maklerski nadal musi mieć 4 mln zł kapitału zakładowego, jeżeli chce prowadzić własną działalność inwestycyjną, organizować alternatywne systemy obrotu lub gwarantować emisje papierów wartościowych. W przypadku działalności asset management wystarczy już jednak tylko 0,5 mln zł, a w przypadku ograniczenia się do pośrednictwa w obrocie i doradztwa inwestycyjnego - 250 tys. zł (lub ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej na kwotę minimum 1,5 mln euro). W przypadku pozostałych rodzajów działalności, np. IPO, generalną zasadą jest kapitał własny rzędu 650 tys. zł.

Liberalizacja rynku ma więc taki skutek, że dom maklerski można założyć niższym kosztem. Dlatego m.in. powstają wyspecjalizowane domy maklerskie, jak np. DM Opera, który pośredniczy wyłącznie w transakcjach TFI Opera na giełdzie lub zajmujące się wyłącznie IPO.

Reklama
Reklama

Po drugie, zmiana przepisów oznacza, że domy maklerskie, które mogły działać kiedyś tylko w formie spółki akcyjnej, teraz mogą także w formie spółki jawnej, partnerskiej, komandytowej, komandytowo-akcyjnej oraz spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W praktyce jednak przepisy te nie są zbyt często wykorzystywane. Możliwości oferowania usług przez dom maklerski funkcjonujący w formie spółki osobowej są ograniczone (zakaz prowadzenia rachunków maklerskich). Niewiele jest też domów maklerskich zorganizowanych jako spółki z o.o. Istnieją tylko trzy: ICAP, Opera i Mercurius. Pozostałe 46 to spółki akcyjne.

Po trzecie ustawa o obrocie stworzyła domom maklerskim możliwość bardziej efektywnej walki o klientów. Mogą zwierać umowy z agentami, którzy w imieniu brokera mają prawo zawierać z klientami umowy o świadczenie usług maklerskich. Agent nie może jednak przyjmować jakichkolwiek wpłat od klientów.

Nie ma nowych produktów

Co o nowych przepisach sądzą przedstawiciele branży? Zdaniem Mariusza Raka, dyrektora departamentu operacji i rozwoju w DM Millennium, zmiany są niewystarczające. - Nie umniejszam oczywiście znaczenia tych, które usuwały istniejące wcześniej uciążliwości, np. jeżeli chodzi o zdalne dyspozycje klientów - mówi. - Zdalna obsługa klientów jest teraz znacznie prostsza niż dawniej, nie wymaga tak dużej liczby procedur i zabezpieczeń - dodaje. Jak twierdzi, podstawowym problemem pozostaje fakt, że domy maklerskie wciąż natykają się na ograniczenia w oferowaniu nowych produktów (instrumentów finansowych istniejących już za granicą). - Wiąże się to z tak dużą ilością formalności, że ich sprawne wdrożenie albo nie jest możliwe, albo nie może liczyć na akceptację rynku. Dotyczy to np. krótkiej sprzedaży - dodaje.

Ten mechanizm rynkowy teoretycznie może być wykorzystywany już od kilku lat, w praktyce - nie działa. Udział transakcji krótkiej sprzedaży w obrocie na rynku akcji stanowił w ubiegłym roku zaledwie 0,04 proc. Dlaczego ten segment rynku nie funkcjonuje? - Sposób zabezpieczania takich transakcji nie jest dla uczestników rynku opłacalny - twierdzi Wojciech Sadowski, dyrektor zarządzający CA IB Securities. - Tymczasem rynek potrzebuje takich instrumentów. Jest to brakujące ogniwo, bez którego nie można nazwać naszego rynku dojrzałym na kształt rynków finansowych w krajach wysokorozwiniętych - dodaje.

Transakcja krótkiej sprzedaży polega na zbyciu pożyczonych papierów wartościowych. Inwestor musi następnie odkupić taką samą liczbę akcji na giełdzie, aby je zwrócić. Jeżeli pomiędzy sprzedażą pożyczonych akcji a nabyciem kurs spadnie, inwestor zarobi.

Reklama
Reklama

Rośnie konkurencja

Zmiany prawne oznaczają też, że polskim domom maklerskim będzie rosła konkurencja. Od 2006 r. instytucje finansowe, posiadające status domu maklerskiego w jakimkolwiek kraju OECD, mogą prowadzić działalność w Polsce bez konieczności uzyskiwania zezwolenia KNF (zasada swobodnego paszportu). Według informacji KNF, 401 zagranicznych instytucji finansowych wyraziło zainteresowanie działalnością maklerską na podstawie tej zasady. Zagraniczni inwestorzy prawdopodobnie będą chętnie korzystać z takich domów maklerskich, które oferują im zarówno instrumenty rynku lokalnego, jak i polskiego. Przykładem może być czeska firma inwestycyjna Wood & Company, która nie ma oddziału w Polsce, a w sierpniu tego roku przeprowadziła na GPW transakcje akcjami o wartości 1,1 mld zł (o 2,9 mld zł mniej niż lider ING Securities - 4 mld zł).

Nowe przepisy zniosły przymus rynku regulowanego w obrocie instrumentami finansowymi, co oznacza, że obrót nimi może odbywać się tak na giełdzie, jak i poza nią. Domom maklerskim, które pośredniczą w transakcjach i same na tym zarabiają, pozwala to oszczędzić na prowizji płaconej giełdzie. Wykorzystywane do tego są tzw. transakcje bezpośrednie oraz kojarzenie zleceń. W przypadku tych pierwszych stronami są inwestor i dom maklerski, zawierający transakcję na własny rachunek. Kojarzenie zleceń polega z kolei na powiązaniu ofert klientów tego samego domu maklerskiego. Praktyczne zastosowanie tych instrumentów napotyka jednak na liczne bariery. - Ustawa daje możliwość zawierania transakcji bezpośrednich - potwierdza Maria Dobrowolska. - Jednak warunki ich zawierania, które doprecyzowuje odpowiednie rozporządzenie, są tak wyśrubowane, że transakcje te nie są stosowane w rzeczywistości.

Problemy wynikają z obowiązku zagwarantowania inwestorom warunków korzystniejszych niż transakcja za pośrednictwem giełdy oraz obowiązek stałego publikowania ofert kupna i sprzedaży przez dom maklerski. Korzystniejsze warunki nie obejmują tylko ceny, ale też koszty transakcyjne, wielkość zlecenia, prawdopodobieństwo i czas zawarcia transakcji oraz prawdopodobieństwo i czas jej rozliczenia.

Egzotyczny rynek

Reklama
Reklama

Mimo częściowo pozytywnych zmian jest jeszcze wiele do zrobienia. Aby polski rynek kapitałowy stał się konkurencyjny, konieczne jest dostosowanie regulacji prawnych do wymogów europejskich dyrektyw, m.in. dyrektywy MiFID. Zgodnie z tym, co mówi dyrektywa, państwa członkowskie UE miały dostosować do niej przepisy wewnętrzne do końca zeszłego roku. Komisja Europejska dała im jeszcze 10 miesięcy na techniczne wdrożenie przepisów i przygotowanie się do funkcjonowania w nowej rzeczywistości prawnej. Polska do tej pory nawet nie przyjęła stosownych ustaw i coraz bardziej jest wątpliwe, że zdążymy uchwalić, a co dopiero wdrożyć, przepisy do listopada tego roku. - Domy maklerskie są na różnym etapie przygotowań do spełnienia wymogów dyrektywy - uważa Wojciech Sadowski. - Są pewne trudności, bo nie ma wewnętrznych przepisów dotyczących tego, co trzeba w tym zakresie zrobić, a wytyczne dyrektywy są bardzo ogólne. - W przypadku domów maklerskich zmiany obejmą przede wszystkim procedury, regulaminy, a także systemy informatyczne - dodaje.

Problemem jest to, że szczególnie systemy kosztują dużo i wdrażenie ich bez znajomości dokładnych wytycznych może w razie konieczności kolejnych zmian kosztować domy maklerskie duże pieniądze. Jakie kłopoty może mieć Polska, jeżeli nie wdroży unijnych przepisów? - Międzynarodowi klienci mogą odmówić współpracy z partnerami, którzy nie dostosowali się do europejskich wymogów - mówi Sadowski. - Możemy stać się egzotycznym rynkiem - dodaje.

Domy maklerskie nie czekają jednak z założonymi rękami. Bazując jedynie na ogólnych przepisach oraz projektach regulacji krajowych, opracowanych przez Izbę Domów Maklerskich, przygotowują się do wejścia MiFID w życie. - Z chwilą uchwalenia regulacji krajowych zrewidujemy jeszcze raz przyjęte rozwiązania i dokonamy niezbędnych korekt - deklaruje Mariusz Rak. - W ten sposób staramy się zredukować ryzyko wynikające z opóźnień w wydawaniu aktów prawnych. Taka strategia wpłynie jednak bez wątpienia na wydłużenie czasu oraz znaczny wzrost kosztów związanych z wdrażaniem dyrektywy - dodaje.

Co w praktyce oznacza wdrożenie przez domy maklerskie dyrektywy MiFID? Między innymi więcej informacji dla klientów o ryzyku inwestycyjnym, produktach, ponoszonych kosztach, bardziej profesjonalne doradztwo inwestycyjne, rzetelne reklamy produktów inwestycyjnych oraz zwiększenie wymogów organizacyjnych dla domów maklerskich, które będą musiały stworzyć odrębne komórki audytu wewnętrznego i zarządzania ryzykiem.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama