Opoczno może osiągnąć w krótkim czasie to, co grupie Cersanitu zajęło parę ładnych lat - stać się czołowym graczem na rynku kompleksowego wyposażenia łazienek. I to niskim kosztem. Nie musi bowiem przejmować fabryk lub budować nowych. One już są - w Cersanicie. Wystarczy na umywalki, wanny czy meble wyjeżdżające z jego fabryk nanieść logo Opoczna i... sprzedawać. A nie powinno być z tym dużego problemu, bo marka Opoczna rzeczywiście ma niesamowite przebicie. Aż trudno w to uwierzyć, skoro na samych płytkach trudno znaleźć logo producenta (co najwyżej na opakowaniach).

A że Opoczno "odda" Cersanitowi swoje fabryki, to nawet lepiej. Nie musi się martwić o ich modernizację. A jest ona niezbędna i - przede wszystkim - kosztowna.

Kluczowe pozostaje natomiast pytanie, gdzie będą znajdować się centra zysków w szeroko pojętej grupie Cersanitu (obejmującej Opoczno). Uważni inwestorzy zobaczą, że dotychczas imponujące zarobki pokazywały głównie zależne spółki produkcyjne Cersanitu, a sama spółka matka wykazywała nawet stratę. Nie chodzi o to, że produkcja jest opłacalna, a handel już nie. Chodzi po prostu o to, że lepiej pokazywać zyski tam, gdzie nie trzeba płacić od nich podatku, czyli w specjalnych strefach ekonomicznych (główne krajowe zakłady wytwórcze Cersanitu zlokalizowane są w SSE).

Akcjonariuszom Opoczna życzę, aby ten model został jednak nieco zmodyfikowany. Bo w jego przypadku (w odróżnieniu od Cersanitu), jeśli spółka matka nie pokaże zysków, cała grupa również nie. Ups..., nie będzie przecież grupy Opoczna.