Wydarzenia, które miały miejsce na GPW w ostatni piątek, skłoniły mnie do podzielenia się spostrzeżeniami. Preferencje stosowane przez giełdę w stosunku do ani- matorów rynku (mam tu na myśli prawie zerowe prowizje od zawieranych transakcji), kiedy są wykorzystywane do przeprowadzania transakcji arbitrażowych na ogromną skalę, według mojej oceny, stały się bardzo szkodliwe dla rynku kapitałowego. Faworyzują one bardzo znacząco jeden podmiot względem drugiego, w tym przypadku względem inwestorów indywidualnych. Bardzo niskie prowizje, bądź wręcz ich brak dla akcji z WIG20, i marginalne opłaty na kontraktach terminowych powodują, że animator (biuro maklerskie) jest w stanie przeprowadzić zyskowne transakcje arbitrażowe w granicach kosztów prowizyjnych innych uczestników rynku. W moim przypadku, gdy realna baza pomiędzy indeksem a kontraktami oscyluje w granicach 12-15 pkt, transakcje arbitrażowe (biorąc pod uwagę koszty, poślizgi cenowe i wartość pieniądza w czasie) nie są opłacalne. Natomiast animator na tym poziomie jest w stanie zarabiać.
Ze strony biur maklerskich czy też samych animatorów rynku padają argumenty, że robiąc arbitraż, podtrzymują płynność rynku. Co ma wspólnego tworzenie płynności na rynku z działalnością zarobkową, w najczystszej postaci, banku stojącego za animatorem?
Z matematyczną dokładnością wyliczyć można, jak wysoką cenę za tego typu działalność rynek musi zapłacić. Otwarcie każdego arbitrażu na dziesięć kontraktów powoduje bez- powrotne wyparowanie z rynku do kilku tysięcy złotych. Jest oczywiste, że bank, który nie jest zainteresowany ponoszeniem ryzyka, nie zainwestuje swojego zysku na giełdzie w żaden inny sposób, jak tylko w coraz większą liczbę transakcji arbitrażowych! Wiadomo także, że instytucje operują raczej setkami bądź tysiącami kontraktów, a nie dziesiątkami. Skalę tej działalności można ocenić analizując to, co stało się z indeksem WIG20 w piątek w ostatniej godzinie sesjij. Jednak i tak nie będzie to pełny obraz sytuacji, gdyż duża część otwartych arbitraży została zrolowana na serię grudniową.
Czy w sytuacji, kiedy giełda obłożona została 19-proc. podatkiem i nie widać większych szans na jego zniesienie, stać nas jeszcze na tego rodzaju rozrzutność?! Co ma wspólnego funkcja animatora rynku, który w zamyśle miał go stabilizować, z wyjątkowo destabilizującym notowania arbitrażem? (...)
Wydawałoby się, że gracze giełdowi mogą odpocząć od tej pasożytniczej działalności arbitrażystów, kiedy przez jakiś czas na rynku utrzymuje się ujemna baza. Niestety, tak nie jest. Zmieniają oni wtedy swoją taktykę. Otwierają arbitraże, kiedy baza jest w okolicach zera, licząc na szybki powrót do jej ujemnych wartości. Wiadomo, że w dniu wygaśnięcia baza znów będzie zerowa, więc jedynym ryzykiem może być brak zysku. Czy otwieranie arbitraży przy zerowej bazie jest stabilizowaniem notowań?!