Reklama

Arbitrażysta jak pasożyt

Publikacja: 26.09.2007 09:52

Wydarzenia, które miały miejsce na GPW w ostatni piątek, skłoniły mnie do podzielenia się spostrzeżeniami. Preferencje stosowane przez giełdę w stosunku do ani- matorów rynku (mam tu na myśli prawie zerowe prowizje od zawieranych transakcji), kiedy są wykorzystywane do przeprowadzania transakcji arbitrażowych na ogromną skalę, według mojej oceny, stały się bardzo szkodliwe dla rynku kapitałowego. Faworyzują one bardzo znacząco jeden podmiot względem drugiego, w tym przypadku względem inwestorów indywidualnych. Bardzo niskie prowizje, bądź wręcz ich brak dla akcji z WIG20, i marginalne opłaty na kontraktach terminowych powodują, że animator (biuro maklerskie) jest w stanie przeprowadzić zyskowne transakcje arbitrażowe w granicach kosztów prowizyjnych innych uczestników rynku. W moim przypadku, gdy realna baza pomiędzy indeksem a kontraktami oscyluje w granicach 12-15 pkt, transakcje arbitrażowe (biorąc pod uwagę koszty, poślizgi cenowe i wartość pieniądza w czasie) nie są opłacalne. Natomiast animator na tym poziomie jest w stanie zarabiać.

Ze strony biur maklerskich czy też samych animatorów rynku padają argumenty, że robiąc arbitraż, podtrzymują płynność rynku. Co ma wspólnego tworzenie płynności na rynku z działalnością zarobkową, w najczystszej postaci, banku stojącego za animatorem?

Z matematyczną dokładnością wyliczyć można, jak wysoką cenę za tego typu działalność rynek musi zapłacić. Otwarcie każdego arbitrażu na dziesięć kontraktów powoduje bez- powrotne wyparowanie z rynku do kilku tysięcy złotych. Jest oczywiste, że bank, który nie jest zainteresowany ponoszeniem ryzyka, nie zainwestuje swojego zysku na giełdzie w żaden inny sposób, jak tylko w coraz większą liczbę transakcji arbitrażowych! Wiadomo także, że instytucje operują raczej setkami bądź tysiącami kontraktów, a nie dziesiątkami. Skalę tej działalności można ocenić analizując to, co stało się z indeksem WIG20 w piątek w ostatniej godzinie sesjij. Jednak i tak nie będzie to pełny obraz sytuacji, gdyż duża część otwartych arbitraży została zrolowana na serię grudniową.

Czy w sytuacji, kiedy giełda obłożona została 19-proc. podatkiem i nie widać większych szans na jego zniesienie, stać nas jeszcze na tego rodzaju rozrzutność?! Co ma wspólnego funkcja animatora rynku, który w zamyśle miał go stabilizować, z wyjątkowo destabilizującym notowania arbitrażem? (...)

Wydawałoby się, że gracze giełdowi mogą odpocząć od tej pasożytniczej działalności arbitrażystów, kiedy przez jakiś czas na rynku utrzymuje się ujemna baza. Niestety, tak nie jest. Zmieniają oni wtedy swoją taktykę. Otwierają arbitraże, kiedy baza jest w okolicach zera, licząc na szybki powrót do jej ujemnych wartości. Wiadomo, że w dniu wygaśnięcia baza znów będzie zerowa, więc jedynym ryzykiem może być brak zysku. Czy otwieranie arbitraży przy zerowej bazie jest stabilizowaniem notowań?!

Reklama
Reklama

Chciałbym, aby odpowiednie organy giełdy sprawdziły, czy nie dochodziło w ostatnich tygodniach do jeszcze groźniejszych manipulacji. Wiadomo przecież, że tego typu praktyki (cały czas mam na myśli niemal darmowe arbitraże zawierane przez animatorów rynku), w których mała wprawdzie liczebnie grupa podmiotów, ale za to tych dysponujących nieograniczonymi jak na nasze warunki bankowymi pieniędzmi, otrzymuje preferencyjne w stosunku do innych graczy możliwości do inwestowania. Czy trudno wyobrazić sobie, że pojawią się osoby, które łamiąc prawo, wykorzystają tę nierównowagę do manipulacji?

Z przerażeniem kilka tygodni temu przeczytałem na jednej z grup dyskusyjnych wypowiedź, że wystarczy serią dużych zleceń podbić kurs kontraktów, a natychmiast pojawią się arbitrażyści, którzy przeprowadzając swoje transakcje, spowodują gwałtowny wzrost indeksu, a następnie paniczną ucieczkę inwestorów zajmujących przeciwne do danego ruchu pozycje. Wtedy ci, którzy cały ten ruch wywołali, spokojnie oddają im nabyte wcześniej kontrakty. Gracze ci wiedzą też, że arbitrażyści przeprowadzą swoje transakcje na każdym poziomie. Niezależnie od tego, czy rynek wzrósł wcześniej o 5 proc., czy spadł o tyle samo. Ich nie interesują w tym momencie wyceny analityków ani kondycja finansowa spółek. Dla nich ważna jest tylko różnica kursów pomiędzy indeksem i kon- traktami. Dla mnie jest to kolejny argument przeciwko dokonywaniu tego typu transakcji przez animatorów. Obrót na takich sesjach jest rzeczywiście imponujący, ale pieniądze przepływają od bardzo dużej grupy graczy do bardzo niewielu. Czy GPW rzeczywiście o taką płynność chodzi? (...)

Uważam, że uprzywilejowane instytucje działające na naszej giełdzie powinny płacić prowizje od arbitrażu na poziomie porównywalnym z innymi uczestnikami rynku. Jest to przecież działalność mająca na celu chęć osiągnię- cia zysku, w żaden sposób niesłużąca ani inwestorom, ani instytucji giełdy. Co więcej, za każdą taką operacją kryje się uszczuplanie dostępnego kapitału. Tym bardziej więc nie powinno tu być żadnych preferencji. W przeciw- nym razie mamy do czynienia z uprzywilejowaniem jednego uczestnika rynku względem drugiego. (...) W moim przekonaniu uprzywilejo- wani niskimi kosztami arbitrażyści są, mówiąc wprost, pasożytami naszej giełdy, którzy wysysają z niej pieniądze, dając w zamian destabilizację kursów (przykład piątkowej i wielu innych sesji). Najwyższy chyba czas, aby instytucje stojące na straży prawidłowego funkcjonowania naszego rynku kapitałowego podjęły konkretne działania.

Nie neguję arbitrażu w postaci, w jakiej istnieje on na wszystkich giełdach świata. Na przykładzie naszej giełdy widać jednak, jak destrukcyjną i destabilizującą może on pełnić rolę, kiedy dopuszcza się jego przeprowadzanie tylko w jedną stronę (kupując akcje i sprzedając kontrakty), faworyzując przy tym wąską grupę uczestników rynku.

Z poważaniem,

Krzysztof Dębski

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama