Wzrosty amerykańskich indeksów w pierwszych godzinach wczorajszych notowań to dowód na siłę tamtejszego rynku, który otrząsnął się już z depresji, jaką zafundował mu kryzys hipoteczny. Widać wyraźnie, że nagromadzenie kiepskich danych gospodarczych przestaje robić wrażenie na inwestorach, którzy uznali najwyraźniej, że informacje te dotyczą przeszłości, przyszłość zaś maluje się w jaśniejszych barwach, choćby za sprawą obniżki stóp procentowych. Trudno byłoby wytłumaczyć choćby wczorajsze zignorowanie przez rynek danych o spadku zamówień na dobra trwałego użytku. Można podejrzewać, że jeszcze w sierpniu czy na początku września tego rodzaju informacje (w połączeniu z napływającymi nieustannie fatalnymi danymi z rynku nieruchomości) doprowadziłyby do solidnej przeceny. Teraz już nie robią większego wrażenia. Ignorowanie złych wiadomości to tymczasem typowy objaw trendu wzrostowego. Można się zastanawiać, na ile inwestorzy nie są zbyt pobłażliwi w stosunku do danych makro, ale w każdym razie z wykresów głównych amerykańskich indeksów płyną coraz bardziej optymistyczne sygnały. Najbardziej obiecująco wygląda sytuacja techniczna Nasdaqa. W pierwszych godzinach wczorajszej sesji technologiczny indeks przebił 2700 pkt. Dla porównania, tegoroczny szczyt (na zamknięciu) to 2705,2. Są zatem ogromne szanse na to, że jeszcze w tym tygodniu Nasdaq zaatakuje poziom oporu. Po bessie w tym segmencie rynku nie ma już praktycznie śladu. Mniej jednoznaczne sygnały płyną z wykresu S&P 500. Do szczytu brakuje mu więcej, niż technologicznemu Nasdaqowi. Poza tym na razie znajduje się w krótkoterminowej formacji przypominającej chorągiewkę. Optymistyczne jest to, że tego rodzaju formacje zapowiadają kontynuację trendu wzrostowego. Gdyby wybicie z niej miało zapowiadać tak silną zwyżkę, jak przed tygodniem, to atak na tegoroczny szczyt mógłby być kwestią jednego dnia. To, czy ów atak się powiedzie, to na razie już zupełnie inna historia.

PARKIET