Środowy krok amerykańskiego Nasdaqa w kierunku tegorocznego szczytu był jednym z czynników, które zachęciły inwestorów do kupna akcji na otwarciu wczorajszej sesji w Warszawie. WIG20 zaczął dzień wysoko - 1,2 proc. powyżej środowego zamknięcia. Przez chwilę zyskiwał nawet 1,8 proc. Optymizmu nie wystarczyło jednak na długo i wkrótce zaczęło się stopniowe opadanie. Kiedy przed końcem sesji wydawało się już, że indeks pozostanie przynajmniej na minimalnym plusie, pojawiły się dwa razy gorsze od oczekiwań dane o sprzedaży nowych domów w USA.
W tej sytuacji już nic nie uratowało WIG20 przed spadkiem względem środowego zamknięcia. Zapowiadało się nieźle, skończyło się tak samo słabo jak w poprzednich dniach.
Mimo wyraźnej słabości popytu, sytuacja techniczna indeksu największych spółek nie jest beznadziejna. Na razie nic nie wskazuje na to, by należało porzucić tezę, że mamy do czynienia z czymś więcej, niż tylko korektą mocnego wyskoku w górę w drugim i na początku trzeciego tygodnia września. Świadczą o tym proste fakty. Od dołka z 10 września do szczytu z 20 września WIG20 skoczył
o 10,5 proc. Obecnie znajduje się jedynie 3,4 proc. poniżej tego lokalnego maksimum.
Owszem, spadki doprowadziły do zamknięcia luki hossy z 19 września, ale indeks nie zszedł przynajmniej na razie poniżej owej luki. Tymczasem jest to ważne wsparcie (3658 pkt), potwierdzone dodatkowo przez położony nieco niżej lokalny szczyt z 4 września (3642 pkt).