Od dołka z 15 sierpnia do czwartkowego zamknięcia indeks S&P 500 zyskał 8,9 proc., odrabiając 85 proc. strat z fali wyprzedaży trwającej od 19 lipca. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że utrzymuje się długoterminowy trend wzrostowy. Zresztą ani przez chwilę w poprzednich miesiącach nie zostało spełnione podstawowe formalne kryterium, które uprawniałoby do stwierdzenia, że ów trend przerodził się w tendencję zniżkową. Aby to kryterium zostało spełnione, kolejne dołki i szczyty powinny być położone coraz niżej. Tymczasem sierpniowy dołek S&P 500 (1406,7 pkt) znajduje się 2,4 proc. powyżej minimum z marca (1374 pkt).
Ostatnie tygodnie przyniosły charakterystyczną rozbieżność między konsekwentną wspinaczką indeksów a wiszącym nad rynkiem widmem recesji. Zachowanie kursów akcji sugeruje, że zagrożenia i osłabienie gospodarki już zostały zdyskontowane. Napływające niemal bez przerwy kiepskie dane z rynku nieruchomości zdają się już na nikim nie robić większego wrażenia. Działa tu zapewne przeświadczenie inwestorów, że dane te dotyczą przecież przeszłości, przyszłość zaś maluje się w lepszych barwach, choćby za sprawą niedawnej obniżki stóp procentowych. Z przeświadczeniem takim można oczywiście dyskutować, ale w ten sposób ryzykuje się utratę okazji inwestycyjnej. Podobnie jak nie ma żadnej gwarancji, że obawy przed recesją nie powrócą ze zdwojoną mocą, tak też nie ma pewności, że zagrożenie to zostało w pełni uwzględnione w cenach. Jedynym wyjściem wydaje się reagowanie na to, co dzieje się na rynku, zgodnie z założeniami analizy technicznej.
Dno w nieruchomościach
całkiem niedaleko?
Zresztą bliższe przyjrzenie się historycznym danym z rynku nieruchomości zdaje się raczej sugerować, że do dna koniunktury jest już znacznie bliżej niż dalej. Weźmy pod uwagę np. dane o sprzedaży nowych domów (new home sales), które opublikowane zostały w miniony czwartek i które, notabene, wywołały chwilową panikę na naszej giełdzie ze względu na to, że były zdecydowanie gorsze od oczekiwań. Nie zatrzymujmy się jednak na ostatniej wartości sprzedaży w sierpniu, ale popatrzmy na te dane z długoterminowej perspektywy. W tym celu lepiej brać pod uwagę roczne, a nie miesięczne tempo zmian (w sierpniu sprzedaż nowych domów była o 21,2 proc. niższa niż przed rokiem). Od czasu kiedy tempo to stało się ujemne (czyli od grudnia 2005 r.) minęło już 21 miesięcy. Oznacza to jeden z najdłuższych w historii okresów słabnięcia koniunktury na rynku nieruchomości w USA.