Od szczytu z końca czerwca obliczany przez nas indeks Chemia zanurkował do ostatniego dołka o 47 proc. Właśnie minęło pięć miesięcy od czasu rozpoczęcia trendu spadkowego. Gdyby jednak ktoś próbował odpowiedzieć na pytanie, czy to bessa, miałby nie lada dylemat - indeks branżowy wciąż jest kilkanaście procent powyżej poziomu sprzed roku.
Właśnie ten ostatni fakt tłumaczy, jaka była główna przyczyna tak ostrej przeceny akcji. Oczywiście "winą" za wyprzedaż można by obarczyć zawirowania na giełdach za oceanem, ale był to jedynie katalizator, który sprowokował paniczne reakcje inwestorów. Spółki chemiczne zostały przecenione średnio o połowę głównie dlatego, że wcześniej były zdecydowanie za drogie. Jak wynika z naszych obliczeń, w szczytowym momencie hossy wskaźnik cena/zysk dla producentów chemikaliów przekraczał 30.
C/Z spadł z 30 do 19
Obecnie ten sam wskaźnik wynosi 19,4. Podstawowe pytanie, przed jakim stoją inwestorzy, to czy akcje są już wystarczająco tanie, lub mówiąc inaczej - czy fakt, że przestały być horrendalnie drogie, to dostateczny argument do kupna. Z jednej strony decyzja o nabyciu walorów spółek chemicznych ma naturalnie większy sens niż w połowie roku, gdy wyceny były rekordowe. Z drugiej strony przed hurraoptymizmem przestrzega fakt, że C/Z na poziomie 19,4 trudno uznać za "okazję", skoro w ostatnich dwóch latach przeciętna wartość tego wskaźnika wynosiła zaledwie 13,4, a w czasie najniższych wycen (w listopadzie 2005 r.) spadła do 8.
O wciąż obecnym ryzyku świadczy prosta kalkulacja. Z rekordowego poziomu wskaźniki wyceny spadły o jedną trzecią (spadek C/Z z 30 do 19,4). Gdyby miały teraz spaść do wspomnianego przeciętnego poziomu z ostatnich dwóch lat (13,4), to zniżka musiałaby wynieść kolejne 30 proc. Tyle ryzykują inwestorzy kupujący teraz akcje spółek chemicznych przy założeniu, że prędzej czy później wyceny wracają do przeciętnego poziomu.