Wygląda na to, że kończący się rok branża leasingowa będzie wspominać nie tylko jako okres wyjątkowo szybkiego przyrostu sprzedaży usług. Ten wzrost pozwoli cieszyć się z jeszcze jednego osiągnięcia - prawdziwego skoku, jeśli chodzi o znaczenie tej formy finansowania w skali całej gospodarki.
O ile jeszcze w 2006 r. całkowita wartość aktywów przekazanych w leasing (chodzi zarówno o ruchomości, jak i nieruchomości) stanowiła jedną dziesiątą nakładów na środki trwałe, to w pierwszych trzech kwartałach tego roku ten udział był już o połowę większy. Gdyby brać pod uwagę udział leasingu w PKB, to również mamy do czynienia z zauważalnym wzrostem: z 2 proc. w całym ubiegłym roku do 2,8 proc. w pierwszych trzech kwartałach tego roku.
Otwarte pozostaje pytanie, czy ten udział uda się jeszcze poprawić. Wiele wskazuje na to, że tegoroczny wynik będzie dość wyśrubowany. Dlaczego? Ze wzrostem znaczenia leasingu dla finansowania inwestycji mamy do czynienia już od kilku lat.
Udział leasingu w finansowaniu inwestycji spadł do mniej niż 5 proc. w 2001 r., gdy byliśmy świadkami kryzysu, jaki dotknął nie tylko branżę leasingową, ale i całą gospodarkę (w tym najmocniej właśnie działalność inwestycyjną firm). Później branża odbudowywała swoją pozycję. Ale działo się to stopniowo. Gwałtowne przyśpieszenie nastąpiło dopiero w tym roku.
Źeby udział leasingu w finansowaniu inwestycji w skali całej gospodarki znów się zwiększył, potrzebne będzie utrzymanie dynamiki sprzedaży większej niż przyrost inwestycji. Problem w tym, że - jak wynika z prognoz analityków makroekonomicznych - nakłady na środki trwałe w 2008 r. nie będą już rosły tak szybko, jak dotychczas (szczególnie słabo zapowiada się początek roku). To oznacza mniejszy popyt na usługi leasingodawców.