Uprawianie zawodu ekonomisty zawsze jest ekscytującym doświadczeniem, ponieważ tak naprawdę ekonomia dostarcza pewnych instrumentów analizy gospodarki, a nie - jak wielu osobom się wydaje - wzorców do naśladowania. Dobrym przykładem do analiz jest gospodarka Wysp Bahama.
Kraje karaibskie znane są nie tylko ze swych plaż, ale również z ubóstwa. Wyjątkiem są właśnie Wyspy Bahama. PKB przeliczony na jednego mieszkańca wynosi tam 20 tysięcy dolarów, podczas gdy przeciętna dla regionu 7 tysięcy dolarów, przy czym najbiedniejsze wyspy mają wskaźnik oscylujący na poziomie 500 dolarów. Jak widać, pod tym samym "słońcem" może gospodarka "kwitnąć" lub ledwie wiązać "koniec z końcem". Co stanowi podstawę sukcesu Wysp Bahama? Przede wszystkim kraj ma bardzo stabilny system polityczny, złożony z dwóch partii, które wiele różni, ale jedno łączy - sposób podejścia do spraw gospodarczych. Na pierwszy rzut oka przeświadczenie władz, że efektywna może być tylko gospodarka prywatna, a finanse publiczne powinny być uporządkowane, wygląda na dalekie ograniczenie gospodarczego obszaru decyzyjnego. Zanim jednak ktoś zaklasyfikuje Wyspy Bahama jako swego rodzaju "karaibskie wydanie liberalizmu", warto by zwrócił uwagę na kilka dodatkowych faktów. Dobrobyt wysp opiera się na dwóch sektorach: turystyce i usługach księgowo-finansowych. Władze Bahama nie próbują zdywersyfikować gospodarki, ale promują międzynarodową konkurencyjność tych dwóch sektorów. To, w jaki sposób to czynią, zasługuje na uwagę, ponieważ jest specyficznym modelem interwencji państwa.
Polityka pieniężna realizowana jest w ramach sztywnego kursu walutowego. Bank centralny stara się utrzymać rezerwy walutowe na poziomie odpowiadającym podaży pieniądza bazowego. Nie jest to jednak system izby walutowej, ponieważ de facto, w okresie ekspansji gospodarczej, bank centralny dopuszcza do zadłużenia sektora bankowego. Zasilenie w walutę następuje zatem poprzez bank centralny. Banki komercyjne mogą dokonywać operacji dewizowych z zagranicą tylko na mocy reglamentowanych zezwoleń. Elastyczne zwiększanie podaży pieniądza bazowego nie powoduje inflacji, ponieważ władze silnie oddziałują na akcję kredytową. Co ciekawe, nie używają standardowych instrumentów, na przykład bardzo ograniczona jest skala prowadzonych operacji repo, ale główne uciekają się do perswadowania bankom, jaka powinna być skala operacji kredytowych. "Siła perswazji" musi być znaczna, bowiem inflacja nie przekracza od wielu lat 3 procent w skali roku.
W równie interesujący sposób prowadzona jest polityka fiskalna. Stosunkowo duża część wydatków budżetowych związana jest z inwestycjami infrastrukturalnymi i regulowanym zasilaniem finansowym przedsiębiorstw publicznych. Taka struktura wydatków publicznych pozwala na elastyczne dostosowywanie ich skali do zmieniających się dochodów podatkowych. Główną pozycją we wpływach budżetowych są cła nałożone na import oraz opodatkowanie nieruchomości. Stawki celne należą do najwyższych na świecie, ale ich stosowanie nie jest powszechne. Znaczna część inwestorów budujących hotele uzyskuje bardzo duże ulgi celne.
Gospodarka rynkowa Wysp Bahama w dużym stopniu regulowana jest przez państwo. Sztywny kurs walutowy i ścisła kontrola dewizowa stabilizują przepływy walutowe. Posłusznie przez banki realizowane wytyczne banku centralnego w zakresie polityki kredytowej utrzymują w ryzach inflację. Elastyczny budżet pozwala kontrolować deficyt, a ulgi celne odpowiednio stymulować inwestycje w wybranych sektorach. Najbardziej w tym wszystkim interesujące jest to, że ingerencja państwa nie zniechęca inwestorów. Znaczne inwestycje są finansowane oszczędnościami zagranicznymi, a deficyt na rachunku bieżącym przekracza 20 procent PKB. Wszyscy mają jednak zaufanie do prowadzonej polityki gospodarczej i długoterminowej wypłacalności kraju. Wyspom może tylko zatem zagrozić czasem huragan, ale jak widać nie jest on tak groźny, gdy prowadzi się sensowną, chociaż daleką od podręcznikowych wzorców, politykę gospodarczą.