"Przed jutrzejszą sesją trzeba pamiętać, że wygasa grudniowa seria kontraktów. Należy więc się spodziewać, że mogą mieć miejsce niespodziewane ruchy indeksu w ciągu trwania notowań"- ocenia Przemysław Psikuta z Beskidzkiego Domu Maklerskiego.
Środowe notowania za oceanem nie zmieniły w żaden sposób obrazu rynku w czwartek. Toteż nie może dziwić niemal neutralne otwarcie się WIG20 na poziomie 3.418,7 pkt. Tuż po otwarciu jednak popyt ruszył do śmielszych zakupów i wyprowadził indeks na poziom maksimum intraday 3.468 pkt. Pokonał więc ważny opór 3.450 pkt. Indeks blue chips rósł w ślad za niemieckim DAX-em. Największą rolę odegrały walory miedziowego kombinatu, które rosły za zwyżkującą ceną surowca.
Potem jednak strona podażowa sprowadziła WIG20 do poziomu 3.430 pkt. Była to odpowiedź na podwyżkę ceny pieniądza przez centralny bank Chin. Kolejny zryw popytu miał miejsce tuż po południu, gdy rosnąć zaczęły kontrakty na amerykańskie indeksy. Tym razem wzrosty okazały się mniej dynamiczne, jednak trwalsze od porannych. Wywindowały ponownie indeks największych spółek w okolice dziennego maksimum.
Jak to często bywa po południu napłynęły zza oceanu dane makroekonomiczne. O ile dane o wzroście PKB potwierdziły się, to już wskaźnik inflacji bazowej cen konsumpcyjnych został zrewidowany w górę z 1,8 do 2%.
Spadek notowań w końcówce można wiązać z ogłoszeniem przez bank Bear Stearns odpisów tytułem spadku wartości aktywów związanych z kredytami hipotecznymi w wysokości 1,9 mld USD, zamiast wcześniej ogłaszanych 1,2 mld.