2007 rok to w branży deweloperskiej prawdziwa huśtawka nastrojów. Po burzliwych wzrostach w pierwszym półroczu przyszedł czas na równie gwałtowne spadki. Jeszcze w kwietniu osiem z dziewięciu notowanych wówczas spółek z branży dało zarobić więcej od początku roku niż WIG. Najatrakcyjniejsza z nich - Gant - zyskała na wartości przeszło 470 proc. W drugiej połowie roku sytuacja uległa jednak radykalnemu odwróceniu. Na koniec listopada zaledwie czterem z czternastu obecnych na parkiecie deweloperów udało się pokonać rynek. Pozostałe spółki znalazły się pod kreską i trudno uznać, żeby ich akcjonariusze czuli się obecnie usatysfakcjonowani.
Za nami burzliwy rok?
Co stało za dobrymi nastrojami w pierwszym półroczu 2007 roku? Nikt chyba nie ma wątpliwości, że główną przyczyną były wyśmienite wyniki finansowe giełdowych deweloperów. Świetna koniunktura na rynku mieszkaniowym pozwoliła osiągnąć rekordowe poziomy wskaźników finansowych. Rentowność firm rosła praktycznie nieprzerwanie od 2004 roku. Marża netto na sprzedaży za pierwsze trzy kwartały bieżącego roku dla spółek z indeksu WIG-Deweloperzy wyniosła aż 47 proc., natomiast stopa zwrotu z kapitału własnego 19,7 proc. Beztroska atmosfera w sektorze skończyła się jednak szybko i boleśnie wraz z załamaniem rynku kredytów hipotecznych w Stanach Zjednoczonych. Problemy ze spłatą pożyczek finansujących nieruchomości wywołały zawieruchę na całym świecie i przypomniały inwestorom - również w Polsce - jak istotną rolę pełni w gospodarce rynek nieruchomości. Z drugiej jednak strony, fakt, że światowe giełdy stanowią w pewien sposób system naczyń połączonych, to chyba najwłaściwsze uzasadnienie przeceny papierów deweloperów z warszawskiego parkietu. Spadek cen mieszkań za oceanem - choć przekraczający 20 proc. - nie miał większego przełożenia na rynek nad Wisłą. Na razie w Polsce takiego załamania nie należy się spodziewać.
W ostatnim czasie, w związku z napływem niekorzystnych nastrojów zza oceanu oraz porcji nie najlepszych danych, inwestorzy utracili wiarę w perspektywy branży deweloperskiej. Czy słusznie? Kondycja finansowa sektora zależy przede wszystkim od dwóch kluczowych czynników - rynkowych cen mieszkań i wolumenu ich sprzedaży. Zastanówmy się na początku przez chwilę nad pierwszym z nich. Po galopujących zwyżkach cen w ostatnich miesiącach, obecnie wzrost wyraźnie przystopował. Eksperci nie spodziewają się jednak rychłego spadku cen. Powodów jest kilka. O ile cena jest wypadkową gry popytu i podaży, w tym przypadku to właśnie ten drugi czynnik wydaje się kluczowy. Wysokie koszty gruntów oraz brak rąk do pracy w budownictwie sukcesywnie podbijają wyceny mieszkań oddawanych do użytku. Poza tym rozwija się również strona popytowa. Po pierwsze, systematycznie rosną płace, które - co wiadomo nie od dziś - są bardzo silnie skorelowane z popytem na własne M. Dzieje się tak między innymi dlatego, że wyższe zarobki oznaczają większą zdolność kredytową kupujących. Pensje rosną szczególnie szybko wśród zamożniejszej części społeczeństwa, co - zdaniem specjalistów - przełoży się na szczególnie wyraźny wzrost popytu w tak zwanym segmencie premium-plus. Po drugie, część fachowców upatruje również dodatkowego źródła pieniędzy w Polakach pracujących obecnie w Europie Zachodniej, którzy chcą zainwestować w nieruchomości u nas. Jeżeli rządowi faktycznie uda się przekonać rodaków do powrotu do kraju, będą oni stanowić dodatkowe źródło popytu na rynku.
Obaw nie brakuje