Ostatnia sesja 2007 roku przyniosła spadki na warszawskiej giełdzie. Szczególnie mocno dotknęły one największe spółki. Grupujący je indeks WIG20 spadł do 3456,05 pkt, tracąc 2,1 proc. w stosunku do czwartkowego zamknięcia. Piątkowa sesja podszyta była zadziwiająco silnym strachem inwestorów. WIG20 rozpoczął ją od przeceny o 0,7 proc., podążając śladem giełd zagranicznych. Później natomiast, podczas gdy giełdy europejskie i kontrakty terminowe na główne amerykańskie indeksy odrabiały straty, w Warszawie było już tylko gorzej. Indeks WIG20 systematycznie tracił na wartości. Na koniec sesji byki zostały dobite przez bardzo słabe dane z USA, informujące o spadku sprzedaży nowych domów o 9 proc. m./m. i o 34,4 proc. r./r., do najniższego poziomu od ponad 12 lat.
Piątkową słabość warszawskiej giełdy można częściowo zrozumieć. Brak sesji w sylwestra, w następstwie czego rodzimi inwestorzy będą mogli reagować na wydarzenia na Wall Street najwcześniej w środę, niesie dodatkowy czynnik ryzyka. Jednak to uzasadniało co najwyżej spadki o 0,5-0,7 proc., a nie przecenę
WIG20 o ponad 2 proc. czy WIG o 1,6 proc. Być może inwestorzy patrzyli na rynek w nieco szerszej perspektywie, a ta dla akcji nie prezentuje się najlepiej. Powyższa teza znajduje obecnie uzasadnienie przede wszystkim w sytuacji technicznej indeksów sWIG80 i mWIG40. Tworząca się od wakacji pięciofalowa struktura każe przygotować się na dalszą wyprzedaż akcji małych i średnich spółek jeszcze w I kwartale 2008 roku.
Cel tej wyprzedaży mogą wyznaczać 5-letnie linie hossy, które
obecnie tworzą wsparcia na poziomie 3300 pkt (mWIG40) i 13000 pkt (sWIG80).