Dodają, że największe instytucje są skłonne płacić za kilkunastodniowe lokaty nawet 200–250 punktów bazowych ponad WIBOR (w piątek wynosił 4,27 proc.). Przypomnijmy, że taka sama sytuacja miała miejsce w ostatnich dniach ubiegłego roku, wtedy płacono od 1 do 1,5 pkt proc. ponad rynkowy koszt pieniądza. Dlaczego banki się na to decydują?
– Wygląda na to, że ponownie pod koniec kwartału mamy do czynienia z window dressingiem, czyli poprawianiem bilansów, tak aby instytucje mogły pochwalić się przed inwestorami korzystnym stosunkiem kredytów do depozytów. Pod koniec 2008 r. najsilniej w tę walkę włączyło się Pekao, dzięki czemu udało mu się zebrać sporo lokat od przedsiębiorstw – tłumaczy Andrzej Powierża, analityk Domu Maklerskiego Banku Handlowego. Ekspert dodaje, że te lokaty są zakładane na bardzo krótki termin, więc ostatecznie nie są dla banków kosztowne. – Przy okazji część firm złapanych na takie promocje może zdecydować się na pozostanie w banku i korzystanie także z innych jego usług – dodaje Andrzej Powierża.
Banki muszą przy tym działać coraz bardziej agresywnie, bo firmy obecnie mniej oszczędzają, więc pula pieniędzy do zgarnięcia będzie coraz skromniejsza. – W najbliższym czasie będzie to zresztą atrakcyjna oferta dla firm, które nie zamierzają na razie wydawać wolnej gotówki – mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.Wśród banków, które są wymieniane przez dilerów jako najbardziej „agresywne”, przewijają się przede wszystkim nazwy: Pekao, PKO BP, Millennium oraz Raiffeisen Bank Polska. Przedstawiciele instytucji oficjalnie nie potwierdzają tych informacji.
– Bank Millennium nie bierze udziału w tzw. wojnie o depozyty i widać to zarówno w naszej ofercie detalicznej, jak i oprocentowaniu oferowanym za normalne lokaty zakładane przez przedsiębiorców – mówi Wojciech Kaczorowski, rzecznik banku. – Szczególnie teraz, kiedy otrzymaliśmy 200 mln euro pożyczki od spółki matki, udział w takiej „walce” nie ma dla nas żadnego uzasadnienia – dodaje.