Tak rząd zareagował na brak uzupełnienia oferty przez jednego chętnego na większościowy pakiet – Deutsche Boerse. To oznacza, że rząd zastanawia się nad koncepcją, o której "Parkiet" pisał w ubiegłym tygodniu - czyli rozproszeniem akcjonariatu między członków giełdy, inne instytucje finansowe i inwestorów indywidualnych.
„W określonym terminie ofertę wiążącą złożyła giełda frankfurcka, która została poproszona przez Ministra Skarbu Państwa o uzupełnienie i uszczegółowienie części merytorycznej. Deutsche Boerse nie przedstawiła nowego dokumentu, co oznacza zakończenie procesu według przyjętej dotychczas strategii”- podało ministerstwo w komunikacie.
- Minister Skarbu Aleksander Grad postawił twarde warunki inwestorom nakładające na nich obowiązek rozwijania polskiej giełdy - wyjaśnił Jacek Rostowski, minister finansów. Dodał, że w ich ramach był zapis, aby wszelkie akwizycje w Europie odbywały się przy współudziale GPW. Poza tym potencjalny nabywca nie mógłby sprzedać akcji warszawskiego parkietu przez kolejne 10 lat. Takie wymagania okazały się nie do przyjęcia dla niemieckiego inwestora.
- Nie mam poczucia porażki Grada - wyjaśnił premier Donald Tusk. - Nasza giełda nie wymaga panicznego szukania inwestora. Świetnie sobie radzi bez niego. Gdybyśmy zdecydowali się ją sprzedać, potencjalny nabywca musiałby dać nam gwarancje, że polska giełda pozostanie najważniejsza. Tylko spełnienie ostrych warunków dawałoby podstawy do finalizacji procesu prywatyzacji - zaznaczył premier.
W niedzielę niemiecki dziennik Frankfurter Allgemeine Zeitung podał, że Deutsche Boerse chce się wycofać z transakcji, ponieważ polski rząd szacuje wartość warszawskiej giełdy na 1 mld euro. FAZ podał, że Reto Francioni, szef niemieckiej giełdy, „był zgorszony” oczekiwaniami cenowymi polskiego ministerstwa. To oznaczałoby, że za 51-proc. pakiet akcji GPW niemiecka grupa musiałaby zapłacić co najmniej 2-2,1 mld zł, plus premię za przejęcie kontroli.