Od dłuższego mieszania cukru w herbacie nie stanie się ona słodsza – taką opinię usłyszeć można od maklerów rok po wydłużeniu sesji o godzinę. Według brokerów handel akcjami do 17.30 to przede wszystkim koszty po stronie biur i większy wysiłek ich pracowników. Izba Domów Maklerskich zastanawia się nad przygotowaniem raportu na temat konsekwencji zmian harmonogramu sesji z początku 2011 r., część środowiska maklerskiego wciąż nie może pogodzić się z decyzją władz GPW.
Rekord w trudnym okresie
Dyskusja nad sensownością pracy w tych samych godzinach co maklerzy we Frankfurcie czy Londynie jest nieunikniona, zważywszy na rekord obrotów akcjami w zakończonym właśnie roku. W trakcie 250 sesji właściciela zmieniły papiery warte 250,6 mld zł. To wzrost o 21 proc. w porównaniu z 2010 r. i o 8 proc. w stosunku do rekordowego jak dotąd 2007 r.
Porównanie z okresem sprzed trzech lat pokazuje dodatkowo, że inaczej niż w 2008 r., kiedy upadek Lehman Brothers spowodował spadek aktywności inwestorów, załamanie kursów z sierpnia 2011 r. nie doprowadziło do analogicznego zastoju na rynku. Jedynym „słabszym" miesiącem pod względem obrotów był grudzień. Pod koniec wakacji skala handlu na GPW?była rekordowa.
Przedstawiciele biur maklerskich wskazują, że wyższa aktywność inwestorów to nie wynik dłuższego „zazębiania się" sesji za oceanem i w kraju, ale ogólnej nerwowości na rynku i sporych umorzeń funduszy regionalnych w II?półroczu.
Tymczasem raport samej GPW na temat skutków wydłużenia sesji wskazuje, że wydłużenie jej było dobrym posunięciem i pozwoliło pobić roczny rekord obrotów.