Mimo nominalnego przyrostu wartości zleceń DM?BH?nie udało się jednak obronić wysokich udziałów w rynku z 2010 r., kiedy jego klienci byli stroną 13,7 proc. wszystkich transakcji.
Najszybciej swoje udziały w rynku powiększał Credit Suisse Securities, kierowany przez byłego szefa analityków UniCredit CAIB Poland Tomasza Bardziłowskiego. Broker, którego większość zleceń realizowana jest w Londynie, awansował na drugą pozycję wśród najaktywniejszych, zwiększając swoje udziały rynkowe aż o 5,1 pkt proc. Credit Suisse zdecydował się na ponowne przyłączenie do warszawskiej giełdy pod koniec 2009 r.
Trzecią pozycję, jeżeli chodzi o udziały w rynku akcji, zajął ING Securities z wynikiem 8,9 proc. Także ten broker stracił niewielką część rynku w ostatnich miesiącach.
Na rekordowych w historii GPW obrotach akcjami polskie biura maklerskie nie zyskały zbyt wiele. Na rynku coraz więcej do powiedzenia mają podmioty z zagranicy. Obecnie status zdalnego członka giełdy, pozwalający składać zlecenia bez otwierania biura w Polsce, ma aż 30 instytucji – o dziewięć więcej niż jeszcze rok temu. Do warszawskiego parkietu podłączali się przede wszystkim brokerzy regionalni z Rumunii, Bułgarii, Czech, Litwy czy Węgier. Ale to nie oni mieli wpływ na losy rynku w 2011 r. Dużo więcej do powiedzenia miały globalne banki inwestycyjne, które wchodziły na krajowy rynek wprawdzie w 2010 r., ale skrzydła rozwinęły nierzadko dopiero w zakończonym właśnie roku.
Spory wzrost obrotów (140 proc.) w stosunku do 2010 roku odnotował m.in. Goldman Sachs, który ma już 1,4 proc. udziału w transakcjach sesyjnych i jeszcze większy w transakcjach pakietowych. Udziały w rynku zwiększał także pochodzący z Czech Wood & Company (w sumie odpowiada już za 4,6 proc. wszystkich obrotów), szwajcarski UBS?(1,44 proc.), a także mało u nas rozpoznawalny skandynawski Neonet Securities (który zdobył sobie już prawie 1 proc. rynku akcji).