Bank poinformował, że będzie miał stratę za pierwszy kwartał 2013 r. związaną m.in. z planowanymi cięciami zatrudnienia. Koszty związane z redukcją etatów (m.in. z zamknięciem oddziału zajmującego się inwestycjami na rynku nieruchomości) mają wynieść za pierwsze trzy miesiące roku 500 mln euro.
Prezes Martin Blessing nie podał szacunków straty, przyznał jednak, że snucie prognoz na 2013 r. jest bardzo trudne i rozumie rozczarowanie inwestorów. Średnia prognoz analityków zebranych przez agencję Bloomberga mówi, że strata netto Commerzbanku za pierwszy kwartał wyniesie 239 mln euro. Już w czwartym kwartale 2012 r. bank ten poniósł stratę wynoszącą 716 mln euro.
Inwestorzy mają więcej powodów do irytacji. Odkąd na jesieni 2008 r. wybuchł kryzys finansowy, Commerzbank nie wypłacał dywidendy. O ile w czerwcu 2007 r. za jego akcje płacono rekordowe 30,6 euro, o tyle w zeszłym miesiącu kurs sięgnął najniższego poziomu w historii, czyli 1,1 euro. W piątek odbyło się walne zgromadzenie tego banku, na którym zarząd starał się uzyskać zgodę udziałowców na piątą w ciągu ostatnich czterech lat podwyżkę kapitału. Zebrane 2,5 mld euro miałoby pójść na spłatę reszty rządowej pomocy. Do zamknięcia tego wydania „Parkietu" walne Commerzbanku jeszcze się nie skończyło, ale nastroje wielu inwestorów w nim uczestniczących były gniewne.
– Orgia podwyższeń kapitału niszczy majątki akcjonariuszy, a zarząd jest dla nas niewiarygodny po wielu gwałtownych zwrotach w swojej polityce, jakich dokonał w przeszłości – twierdzi Klaus Niedling, szef grupy DSW reprezentującej drobnych udziałowców.