Tydzień w gospodarce
Wraz z kolejnymi informacjami potwierdzającymi osłabienie wzrostu gospodarczego zwiększa się liczba zalecanych lekarstw. Sugeruje się, że dopuszczenie do nieco większego wzrostu popytu ze strony gospodarstw domowych o niskich dochodach nie jest niebezpieczne, ponieważ struktura ich popytu jest relatywnie mało importochłonna. Jesteśmy krajem biednym i proponowanie wzrostu popytu konsumpcyjnego jest hasłem popularnym. Wzrost popytu krajowego jest nieuniknioną konsekwencją zmniejszania dystansu dzielącego nas od krajów UE.Żelazną zasadą powinno być, że nie dopuszcza się do wzrostu popytu krajowego nadmiernie wyprzedzającego wzrost produkcji krajowej. O tym, że wyprzedza, świadczy wzrost deficytu handlu zagranicznego i na rachunku obrotów bieżących bilansu płatniczego. Stwarza to ograniczenie dla pobudzania popytu krajowego zarówno za pomocą instrumentów monetarnych, jak i fiskalnych.Wkraczamy w nowy rok z inflacją niższą, niż się spodziewaliśmy, co stwarza możliwość dalszego obniżenia stopy procentowej. Dotychczasowe obniżki nominalnej stopy procentowej szybko są neutralizowane przez spadek inflacji i realna stopa procentowa wciąż pozostaje wysoka, za wysoka w porównaniu z ceną konkurencyjnego kredytu zagranicznego. Jest to pierwszy i najważniejszy powód, który pozwala oczekiwać możliwie szybkiej decyzji Rady Polityki Pieniężnej o obniżeniu stopy rezerw obowiązkowych, co powinno wpłynąć na dalsze dość znaczne obniżenie ceny kredytu krajowego.Z kursem walutowym sprawa jest trudniejsza. Eksport zwiększa się zbyt wolno w porównaniu z importem. Dlatego uważam, że NBP powinien się zdecydować na dość znaczną interwencję na rynku walutowym. Dziwię się, że z decyzją tą zbyt długo się wyczekuje.Jest wielu przeciwników takiego kroku. Należą do nich przedsiębiorstwa i inne instytucje, które dość znacznie zadłużyły się w dewizach i już muszą spłacać swoje zobowiązania. Mocny złoty jest korzystny dla inwestorów i dla importerów. Osłabienie złotego wydaje się jednak konieczne dla utrzymania eksportu.Ważne jest oczywiście, by zmiana była kontrolowana. Osłabienie złotego na rynku walutowym nie powinno nadmiernie zagrażać spadkowej tendencji inflacyjnej. Spadek inflacji jest obecnie szybszy w porównaniu z oficjalnymi założeniami. Nie byłaby chyba błędem interwencja na rynku walutowym, której efekt prowadziłby do większej zbieżności między rzeczywistym a zakładanym wzrostem cen.Obniżenie stopy procentowej i interwencja na rynku walutowym wydają się takimi sposobami zwiększenia popytu krajowego, które nie grożą nadmiernym przyspieszeniem wzrostu deficytu handlu zagranicznego i obrotów bieżących bilansu płatniczego. W przeciwieństwie do wzrostu popytu konsumpcyjnego, będącego skutkiem zwiększenia wydatków publicznych i deficytu finansów publicznych. Zwłaszcza zaś do wzrostu dochodów wymuszanego przez branżowe związki zawodowe, które nie biorą pod uwagę ograniczeń finansowych.Dlatego zmiany w polityce monetarnej, fiskalnej i dochodowej są swego rodzaju transakcją wiązaną i muszą być ze sobą ściśle sprzężone.Ważnym komponentem tych zmian jest porozumienie między głównymi instytucjami władzy wykonawczej i ustawodawczej. Zagrożeniem jest między innymi silnie rozbudowany układ związkowych ogniw branżowych. Walczy on o wyższe dochody i nie jest wrażliwy na to, jak one wpływają na warunki wzrostu gospodarczego. Paradoks polega na tym, że wywalczony w ten sposób wzrost dochodów nominalnych będzie ograniczeniem dla przyszłego wzrostu gospodarczego oraz dla tak istotnego w naszych warunkach demograficznych tworzenia nowych miejsc pracy.
MAREK MISIAK