Bez krawata

Będę się powtarzał - dziś znów o porozumiewaniu się. Tym razem władzy z władzą, czyli siebie samego z samym sobą. Jak wykazuje historia gatunku ludzkiego, jest to niezwykle trudna forma komunikacji. Czasami można odnieść sukces i dogadać się, często jednak potrzeba pośrednika. Niekiedy taka rozmowa zamienia się w wyniszczającą wojnę z samym sobą, która, mimo heroicznych wysiłków wojującego, prowadzi do nieuchronnej klęski.Nasza władza też próbuje. W tym celu rząd do rozmowy ze sobą o reformach powołał komisję. Wyłonił ją z siebie. W komisji są cztery osoby - wiadomo: cztery reformy, cztery strony świata, czterech do brydża.Badacze kultur pierwotnych stwierdzają, że do pomocy w komunikacji samo-swojej wystarcza jedna osoba. Może być to czarownik, szaman, a w nowszych wersjach - spowiednik albo psychoanalityk. Jak widać, koalicja poszła dalej - wielkie reformy, wielka koalicja - jeden tłumacz nie wystarczy, choćby to był nawet sam Zygmunt Freud.A zatem władzy reformatorskie superego, ego oraz id się rozjechały. To zresztą ciekawe, jak wygląda owo ciemne id, wypełnione chucią i różnymi ponurymi żądzami - w temacie reformy oczywiście.Rząd ułoży się na kozetce i zacznie opowiadać, jak to z tą reformą ciężko idzie. Komisja - oczywiście - przyzna mu rację, pomoże znaleźć traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, senne zwidy albo kompleks Edypa. Komisja wytłumaczy, że jest O.K. Bo przecież dusza tak umęczona... Rząd się wypłacze, oczyści i odnowiony ruszy do dalszych prac. Można też sobie wyobrazić nieco inny scenariusz. Komisja (część rządu) w roli spowiednika, bo to chyba bardziej odpowiada obowiązującej poetyce niż jakieś psychoanalityczne miazmaty. Trzeba tylko trochę poszerzyć konfesjonał. Rząd się wyspowiada, pokuta zostanie zadana i, oczywiście, odbyta i... będzie dobrze. Nic tak dobrze nie robi zgiętym od pochylania się nad sprawami państwa plecom, jak odpoczną leżąc krzyżem.A może tak... kolektyw. Komisja: "Towarzysze, w temacie reformy notujemy pewne opóźnienia...". I rząd składa sam przed sobą samokrytykę. Płomienną. Bije się w piersi. Podejmuje zobowiązanie: "Znajdziemy (we własnym gronie, oczywiście) szkodnika, który sypie piasek w tryby sprawnego przecież mechanizmu aparatu władzy. Każdy nabzdyczony anestezjolog to woda na młyn zgniłego socliberalizmu".Dość żartów. Władza przyznała się do tego, że nie jest w stanie być władzą. Rząd powołany podobno do rządzenia potrzebuje superrządu, który będzie go nadzorował. Pętla. A może w pętli (tylko proszę, żadnych skojarzeń z pisarstwem Hłaski).Rzecz cała przypomina uroczy komiks Mleczki o kierowniku sklepu mięsnego, który sam przepuścił się przez maszynkę, żeby pokryć niedobór, czyli wyrównać manko.Więcej komisji...

KRZYSZTOF MIKA