Na wynikach warszawskiej giełdy zaważyła najbardziej paniczna wyprzedaż inwestorów zagranicznych, którzy postanowili zamknąć swe pozycje. To zachowanie widać szczególnie w przypadku walorów Telekomunikacji, Elektrimu i Banku Handlowego, gdzie przy solidnych spadkach zanotowano bardzo znaczne obroty. Obroty całej sesji były bardzo duże, co oznacza akceptację przez sprzedawców niskich cen akcji większości spółek. U podstaw takiego zachowania legło rozumowanie, że kryzys w Brazylii jest niebezpiecznie podobny do kryzysu rosyjskiego, więc spodziewając się dalszych spadków, należy już teraz sprzedać co się da. Takie rozumowanie zostało wzmocnione obawami o nastroje polityczne, gdyż właśnie rozpoczyna się procedura odsunięcia prezydenta Clintona od władzy, a w Europie w następstwie oskarżeń o niegospodarność wystąpiła możliwość ustąpienia przewodniczącego Komisji Europejskiej Jacquesa Santera. W rezultacie ostatnia sesja zaznaczyła się ostrą korektą, która do reszty wymazała cały poprzedni wzrost i sprowadziła indeks do niebezpiecznie niskiego poziomu poniżej 13 000 pkt. Są to rejony wsparcia leżące na linii trendu wzrostowego rozpoczynającego się w okolicach października. Można żywić nadzieję, że indeks odbije się od tych poziomów, potwierdzając, że rzeczywiście jest to trend wzrostowy. Zapewne jednak ruch w górę znajdzie silne opory na poziomie 14 500 pkt., szczególnie że raz już inwestorzy wykazali, jak bardzo mogą im "puścić nerwy" w przypadku złych zagranicznych wieści. Przebieg notowań ciągłych zdaje się sugerować, że inwestorzy otrząsnęli się z szoku po załamaniu giełdy w Brazylii i uświadomili sobie, "gdzie Rzym, gdzie Krym" i ponownie zaczynają cenić rynki europejskie. Przyjmując, że kryzys brazylijski będzie płytszy od rosyjskiego, można oczekiwać wyhamowania spadków i pozostania naszej giełdy w trendzie wzrostowym.
.