Spółki pracownicze
Leasing pracowniczy jest najpopularniejszą formą prywatyzacji. Wśród ponad 1,5 tys. przedsiębiorstw sprywatyzowanych drogą bezpośrednią, ponad tysiąc stanowią spółki pracownicze. Wbrew obawom, spółki te radzą sobie dobrze. Piętnaście z nich funkcjonuje w obrocie publicznym.Wszystkie badania, jakie ostatnio prowadzono na zlecenie Ministerstwa Skarbu, wskazują, że leasing pracowniczy pod względem jakości ustępuje tylko prywatyzacji kapitałowej z udziałem inwestorów zagranicznych. Jednak spółek pracowniczych jest pięciokrotnie więcej niż spółek sprzedanych inwestorom strategicznym.Pracownicze czy menedżerskieZałogi same występowały o wzięcie przedsiębiorstwa w odpłatne użytkowanie, czyli w leasing. Kolejni ministrowie nie kryli obaw, że spółki pracownicze nie będą inwestować, lecz przejadać majątek. Na ogół jednak wyrażali zgodę, bo jedynie ta forma prywatyzacji cieszyła się pełną akceptacją społeczną. Najwięcej spółek pracowniczych powstało w latach 1993-94.Dziś widać, że obawy ministrów były płonne. Jak twierdzi prof. Maria Jarosz z Instytutu Studiów Politycznych PAN, badająca spółki pracownicze od kilku lat, w przedsiębiorstwach przejętych przez załogi wykształciła się swoista wspólnota interesów pracowników i menedżmentu, której głównym celem było utrzymanie firmy przy życiu.Jak wynika z innych badań, przeprowadzonych przez zespół z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN, wynagrodzenia w spółkach pracowniczych nie rosną szybciej niż gdzie indziej. Zatrudnienie spada nieco wolniej, ale za to produkcja wykazuje większą dynamikę niż w przedsiębiorstwach sprywatyzowanych w inny sposób.Spółki pracownicze osiągają dobre wyniki finansowe. Imponująco dużo inwestują. W tej dziedzinie wyprzedzają je tylko spółki z udziałem kapitału zagranicznego.Potwierdzeniem dobrej kondycji spółek pracowniczych jest fakt, że w ciągu pięciu lat tylko kilka procent uległo likwidacji ze względu na trudności finansowe. Natomiast piętnaście spółek trafiło do publicznego obrotu, co jest swoistą nobilitacją.W ostatnich latach zmieniła się struktura własnościowa spółek leasingowych. Na początku transformacji większość akcji znajdowała się w rękach pracowników, obecnie większościowe pakiety posiada menedżment, zresztą na ogół bardzo stabilny, nierzadko z poprzedniej epoki. Wśród akcjonariuszy są również - w mniejszości - inwestorzy zewnętrzni. Z badań prof. Marii Jarosz wynika, że od trzech lat akcje spółek skupują przedstawiciele średnich szczebli zarządzania. Jej zdaniem, jest to początek tworzenia się klasy średniej.W spółkach pracowniczych nie dochodzi do niepokojów społecznych. Z ankiet wynika, że nie działają tam związki zawodowe - są niepotrzebne.Fundusze kontra spółkiLeasing pracowniczy nie jest jedyną ścieżką prywatyzacji bezpośredniej. Przedsiębiorstwo państwowe można jeszcze sprzedać lub wnieść do spółki z udziałem inwestora zewnętrznego. Jednak leasing jest najwydajniejszy. Od początku transformacji do końca ubiegłego roku metodami bezpośrednimi sprywatyzowano prawie 1600 przedsiębiorstw, z tego ponad tysiąc oddano w odpłatne korzystanie.Zdaniem wiceminister skarbu Aldony Kameli-Sowińskiej, prywatyzacja bezpośrednia, choć wydajna i efektywna, najtłustsze lata ma już za sobą. Z analizy zasobów Skarbu Państwa wynika, że do prywatyzacji kwalifikują się jeszcze 1334 przedsiębiorstwa, będące w gestii ministerstwa i wojewodów. Jednak nie wszystkie one będą prywatyzowane bezpośrednio. I tak 360 dużych państwowych firm kwalifikuje się do komercjalizacji, a potem do prywatyzacji kapitałowej, 414 przedsiębiorstw spełnia kryteria użyteczności publicznej, więc może zostać przejętych przez samorządy. Wśród pozostałych jest grupa 300 mniejszych, ale zdrowych ekonomicznie przedsiębiorstw, które mogą stanowić bazę do tworzenia tzw. funduszy regionalnych. Reszta - 260 firm - nie jest w dobrym stanie, wymaga oddłużenia, programów naprawczych, trudno więc przypuszczać, by ktoś chciał je wziąć w leasing.Z zestawienia tego widać, że największą konkurencją dla spółek pracowniczych są przyszłe fundusze regionalne. Ministerstwo nic jeszcze nie zrobiło, by tworzyć takie fundusze. Jednak wiceminister Kamela-Sowińska tłumaczyła senatorom, którzy wczoraj zorganizowali konferencję poświęconą prywatyzacji bezpośredniej, że fundusze są sposobem na przyśpieszenie prywatyzacji mniejszych firm. Rzecz jednak w tym, że na razie spółki pracownicze osiągają lepsze wyniki niż przedsiębiorstwa objęte Programem Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Być może należy się jeszcze raz zastanowić nad kolejnym programem funduszy.
MAŁGORZATA POKOJSKA