Deflacja nie jest zjawiskiem występującym w Polsce, ale wiele wskazuje na to, że jej groźba urealnia się dla gospodarek rozwiniętych. System naczyń połączonych w gospodarce światowej wymaga jednak troski tak o sytuację własną, jak i sąsiadów.Deflacji nie należy mylić z dezinflacją. Pierwszy termin oznacza ciągły spadek cen towarów i usług, a drugi spadek tempa inflacji. Kraje przechodzące transformację doświadczają procesów dezinflacyjnych, gdy reformują z sukcesem, i nawrotów inflacji, gdy ponoszą porażki. Deflacja na poziomie światowym jest zapomniana od czasu wielkiego kryzysu lat 30., gdy ogólny spadek cen doprowadził do spadku popytu (spowodowanego oczekiwaniami dalszych spadków cen i wstrzymywaniem się z konsumpcją i inwestycjami), powstania nadprodukcji i malejącej podaży pieniądza.Ograniczenie inflacji w krajach rozwiniętych do poziomu około 1 procent rocznie tak naprawdę oznacza spadek cen, ponieważ indeksy inflacji (np. CPI) nie uwzględniają wszystkich zmian technologicznych, a stąd wzrostu jakości nabywanych towarów, jak również zmian wagowych w koszyku indeksów cen. Dla ilustracji, kupujemy lepsze komputery, płacąc za nie nawet mniej niż w latach poprzednich, a ich udział w koszyku towarów konsumpcyjnych wzrasta wraz z ich rolą w codziennym życiu. Dochodzi do tego spadek cen surowców do poziomu sprzed kilkudziesięciu lat w wyrażeniu realnym, nadmierne moce produkcyjne w wielu gałęziach na całym świecie (np. przemysł samochodowy) oraz spadek popytu w krajach Azji, nawet tych nie ogarniętych ostatnią falą kryzysu (Japonia, Chiny, Hongkong, Singapur).Jednym z filarów utrzymujących optymizm konsumentów jest gospodarka amerykańska i jej bardzo dobre wyniki w czwartym półroczu 1998 r. (wzrost PKB prawie o 6 procent). Optymizm i wydatki konsumentów za oceanem napędza rynek giełdowy, który bije kolejne rekordy, ale stara zasada giełdowych graczy mówi, że to, co idzie w górę musi kiedyś spaść. Argumentem przeciwnym jest znacznie lepsze zrozumienie procesów makro- i mikroekonomicznych od czasów wielkiego kryzysu i umiejętność korzystania z narzędzi polityki fiskalnej i monetarnej. Problem tylko w tym, że filar amerykański jest jedyny, ponieważ reszta gospodarek krajów rozwiniętych, zwłaszcza w Unii Europejskiej, wykazuje cechy stagnacyjne ze wzrostem PKB około 2% rocznie, ustawowym niskim poziomem inflacji, nadprodukcją, ponad 10-procentowym bezrobociem i dopiero co powstałym Europejskim Bankiem Centralnym. A zdobycie reputacji przez każdy bank centralny wymaga twardej polityki anty-, a nie proinflacyjnej.W czasach deflacji nie sposób zabezpieczyć wartości trwałych aktywów wobec ogólnego spadkowego trendu popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego oraz cen. Zabezpieczenia finansowego nie stanowią nawet surowce i metale szlachetne skoro i te ostatnie mają znaczenie przemysłowe. Jedynym pewnym środkiem tezauryzacji jest więc żywa gotówka, i to przechowywana w domu, wobec groźby bankructw instytucji finansowych, których realne długi rosną wraz ze spadkiem cen. Życzmy więc sobie, aby nasi sąsiedzi nie spali na materacach napełnionych pieniędzmi.
RAFAŁ ANTCZAK
Fundacja CASE