Bez krawata

Wiele zjawisk gospodarczych, społecznych, przyrodniczych powtarza się. Powtarzają się pory roku, cykle koniunkturalne, a jeszcze częściej - politycy. W polskiej rzeczywistości jest jedno zjawisko szczególne, ogniskujące uwagę mediów, decydentów i obywateli - powódź!Ostatnia wielka, przed dwoma laty, była bardzo udana. Z błotem i wodą spłynęła całkiem spora część Dolnego Śląska. Wszyscy mogli się wykazać: obywatele postawą, politycy skutecznością, a jedna pani redaktor nie musiała jeździć w dzikie kraje i narażać się na zakusy różnych pohańców, a i tak została pierwszą damą powodzi (nie mylić z miss mokrego podkoszulka). Co prawda, szkody usuwane są do dzisiaj, ale uciechy było co niemiara. Niestety, wszystkie konfitury przypadły komunistom, to znaczy post. Następna powódź już nie była taka i nasz arcynarodowy rząd nie mógł pochwalić się sukcesem propagandowym.Jest jednak nadzieja. Młyny Boże mielą powoli, ale mielą. Wszystko wskazuje na to, iż w tym roku wszystko uda się doskonale. Już dziś komunikaty mówią o osiągnięciu stanów alarmowych w kilkunastu miejscach na głównych rzekach Polski, najgorzej sytuacja wygląda w widłach Wisły i Sanu oraz na Bugu, a w kilku gminach ogłoszono alarmy przeciwpowodziowe. Sądząc z grubości pokrywy śnieżnej w górach, gwałtowne ocieplenie da w efekcie powódź, aż miło. Po co to piszę? Tak naprawdę po to, żeby zagadać strach, zagadać powódź. Oby nie było gwałtownej odwilży, oby śniegi topniały powoli. Jeśli nie, to znowu, podobnie jak niemal co roku, od pięćdziesięciu kilku lat, spłynie do morza spora część majątku narodowego. I po raz kolejny uświadomimy sobie, że Polak i po szkodzie głupi. Ten rząd, podobnie jak wszystkie inne, z wyjątkiem okresu środkowego Gierka, nic nie zrobił w kwestii uregulowania gospodarki wodnej. Po ostatniej powodzi przetoczyła się przez media powodziowa fala różnego dziennikarskiego chciejstwa i pustosłowia. Nic jednak konkretnego nie wydarzyło się w zakresie odbudowy małej retencji ani dużej. Strukturalne problemy zarządzania wodą w Polsce pozostały nie rozwiązane, a "czapką" tego całego przedsięwzięcia jest niewielki departament w ministerstwie o najdłuższej nazwie, w uproszczeniu "od środowiska". Czterdzieści z górą lat temu, PAN przygotował raport o stanie polskiej gospodarki wodnej. Ówczesne władze utajniły go. Wszystkie następne nie wykorzystały. O Planie Wisła (trzecim w dziejach Polski) mówi się obecnie jak o komunistycznej hucpie. Zawierał błędy, ale był. Bardzo jestem ciekaw, ile z ciężkich milionów wydawanych przez Fundusz Pracy poszło na regulację rzek, na budowę zbiorników retencyjnych? Dramat Polski polega na tym że z jednej strony trapią nas katastrofalne powodzie, a z drugiej jesteśmy krajem o jednym z najwyższych, jeśli nie najwyższym, deficycie wody. Za chwilę jej brak może stać się znaczącym hamulcem rozwoju społecznego i gospodarczego. Po wojnie różnych małych zbiorników i siłowni wodnych na rzekach polskich było grubo ponad 4 tys. Ile jest teraz. O problemie wielkiej retencji nie będę wspominał. Chroń nas Boże od powodzi.

KRZYSZTOF MIKA