Narastający deficyt obrotów bieżących jest przez wielu ekonomistów lekceważony, szczególnie wówczas, gdy towarzyszy mu napływ inwestycji bezpośrednich. Taka sytuacja występowała w Polsce w roku ubiegłym. Nawet w kulminacyjnym okresie kryzysu rosyjskiego zaufanie do polskiej gospodarki było wystarczająco duże, by rezerwy zagraniczne nie zmniejszały się. W ciągu całego roku do Polski napłynęły inwestycje zagraniczne wartości około 10 mld USD, dzięki czemu kurs walutowy był stabilny, a gospodarka utrzymywała przyzwoite tempo wzrostu.Ujemne saldo wymiany z zagranicą nie musi świadczyć o tym, że w gospodarce narasta niebezpieczna nierównowaga. Stany Zjednoczone mają ujemny bilans, który w dodatku z roku na rok pogłębia się, sięgając prawie 300 mld USD. Podobnej wielkości nadwyżkę na rachunku bieżącym mają łącznie: Europa, Japonia i azjatyckie rynki wschodzące. Ale to Stany Zjednoczone są dziś najbardziej dynamiczną gospodarką, podczas gdy Azja z trudem leczy się po przebytym kryzysie. Kraje, które dynamicznie się rozwijają, szczególnie te startujące z niskiej pozycji, niemal zawsze mają ujemny bilans w wymianie z zagranicą i sytuacja taka może trwać przez długi czas. To, co niepokoi w wynikach polskiej gospodarki, to fakt, że deficyt na rachunku bieżącym rośnie, gdy jednocześnie tempo wzrostu gospodarki spada. Można więc założyć, że następuje korekta nadmiernie wysokiego w ostatnich latach tempa wzrostu popytu globalnego i PKB, ale nie widać efektu tej korekty w postaci stabilizowania deficytu obrotów bieżących. W tej sytuacji spadek kursu złotego jest dość oczywistym efektem. Co więcej, spodziewać się można spadku poziomu rezerw zagranicznych. Proces ten, choć powolny, trwa już od kilku miesięcy. Jeżeli się nasili - dalszy spadek kursu złotego będzie nieunikniony. Gdyby był umiarkowany i rozłożony na kilka miesięcy, może doprowadzić do korekty obrotów bieżących, spadku importu, zwiększenia konkurencyjności polskich towarów na rynkach światowych. Bardziej jednak prawdopodobne, że wystąpi spadek gwałtowny, bo inwestorzy zwykle reagują nerwowo na wyniki gospodarki, uciekając od waluty zagrożonej. Wówczas w trudnej sytuacji znajdzie się wiele firm i banków, mających pasywa nominowane w walutach zagranicznych. Załamanie się kursu walutowego dla gospodarki nie jest ostrogą, a przeciwnie - ogromnym balastem.Rząd i władze zarządzające polskim pieniądzem mają, rzecz jasna, kilka instrumentów, których mogą użyć dla stabilizowania kursu i niedopuszczenia do tego, by narastający deficyt obrotów bieżących spowodował kryzys finansowy w gospodarce. Możliwe jest podniesienie stóp procentowych, i tym samym zatrzymanie spadku złotego. Kolejne emisje obligacji rządowych mogą być wycenione w taki sposób, by przyciągnąć do Polski inwestorów, którzy w ostatnich tygodniach wyjechali. Wreszcie, można i należy przyspieszyć decyzje prywatyzacyjne, szczególnie dotyczące TP SA i grupy Pekao SA, co spowoduje przypływ kilku miliardów dolarów inwestycji bezpośrednich. Wszystko to jednak są środki doraźne, które podejmuje się po to, by nierównowaga w gospodarce nie spowodowała katastrofy.Ważniejsze są działania długofalowe, które powinny podnieść konkurencyjność polskich firm i wpłynąć na poprawę koniunktury. Lista niezbędnych działań jest z punktu widzenia teorii ekonomii dość oczywista. Dla polityków jest jednak trudna do zaakceptowania. Należy trzymać pod kontrolą deficyt budżetowy, w żadnym wypadku nie zwiększając go ponad poziom uchwalony w ustawie budżetowej. Wygospodarowane rezerwy, które w każdym budżecie się znajdują, przeznaczyć na spłatę długu wewnętrznego, a nie na pozyskiwanie przychylności takiej, czy innej grupy zawodowej. Koniecznie trzeba zmniejszać obciążenia podatkowe i ograniczać sektor publiczny. Jak pokazały niedawne badania amerykańskich ekonomistów, zmniejszenie o 10 punktów udziału sektora publicznego w gospodarce owocuje wyższym o 1 punkt rocznie wzrostem gospodarczym. Trzeba zmienić prawo pracy i zmniejszyć pośrednie koszty pracy. Wreszcie, trzeba inwestować w państwo, w egzekwowanie prawa, w rozwój infrastruktury. To wszystko jest niezbędne dla utrzymania w długim czasie stabilnego wzrostu gospodarczego. Bez tych działań doraźne środki stabilizowania gospodarki zawsze okażą się niewystarczające.
Witold Gadomski,
publicysta "Gazety Wyborczej"