Co mnie zastanawia
Podczas jednego z licznych seminariów poświęconego przyszłości funduszy emerytalnych, jakie ostatnio się odbywały, prezes jednego z nich z rozbrajającą szczerością stwierdził, iż towarzystwa będą stosowały strategie inwestycyjne, zakładające maksymalnie ostrożne lokowanie środków, co będzie skutkowało tym, że stopy zwrotu będą podobne. Podobno wynika to z konstrukcji ustawowych. Skoro stopy zwrotu mają być niemal identyczne, to po co tworzyć tyle funduszy? Chyba nie chodzi tylko o mnożenie bytów i kosztów (te ostatnie są dla niektórych źródłem przychodów).
Reforma systemu emerytalnego jest bardzo wdzięcznym tematem dla dziennikarzy. Jest to w równych częściach zasługą wagi zagadnienia, jak i działań towarzystw emerytalnych, ich kampanii reklamowej oraz wypowiedzi przedstawicieli towarzystw lub Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi. Sam napisałem już na ten temat kilka felietonów i wciąż obiecuję sobie, że na tym poprzestanę, by nie zanudzać lub nie być posądzony o stronniczość. Wciąż jednak pojawiają się nowe, interesujące wątki.Do tej pory licencje UNFE uzyskało osiemnaście powszechnych towarzystw emerytalnych, a kilka następnych stara się o uzyskanie zezwolenia. Wydawałoby się, że im ich więcej, tym lepiej dla ich potencjalnych klientów - zróżnicowanie, konkurencja itp. Okazuje się jednak, że mogą to być tylko pozory. Skoro przedstawiciel jednego z towarzystw z rozbrajającą szczerością twierdzi, że stopy zwrotu wszystkich PTE będą do siebie mocno zbliżone, to zapewne wie, co mówi i należy mu wierzyć. Konstrukcja przepisów rzeczywiście może skłaniać towarzystwa do przyjmowania raczej ostrożnych strategii inwestycyjnych: to, które osiągnie znacząco niższą stopę zwrotu niż pozostałe, będzie musiało pokryć różnicę z własnych środków. Zdaniem przedstawicieli towarzystw, ten właśnie zapis będzie przyczyną wzmożonej ostrożności w polityce inwestycyjnej. Czy jednak nie jest to ostrożność nadmierna, skoro konieczność uzupełnienia niedoboru powstaje wówczas, gdy stopa zwrotu danego funduszu jest niższa niż połowa średniej stopy zwrotu osiągniętej przez pozostałe fundusze? Wydaje się, że trzeba by wyjątkowego splotu nie sprzyjających okoliczności i niekompetencji, by osiągnąć wyniki tak dalece odbiegające od średniej. Inna rzecz, że średnia ta będzie znana dopiero po pewnym czasie od rozpoczęcia działalności przez fundusze, a więc do momentu jej ogłoszenia towarzystwa będą żyć w niepewności, jak ich wyniki uplasują się na tle innych. Jednak przyjmowanie na wszelki wypadek strategii ostrożnego inwestowania trąci kunktatorstwem. Strategia ta jest także dość ryzykowna, gdyż może się okazać, że przyniesie porażkę, w sytuacji gdy część funduszy przyjmie bardziej ambitne założenia.Ponadto towarzystwo przyjmujące nadmiernie ostrożną politykę inwestycyjną może narazić się na utratę części klientów na rzecz tych, które osiągną wyższe stopy zwrotu. Wszak wielu z nich z pewnością zdecyduje się na przejście do funduszy lepiej zarządzających ich pieniędzmi.Oczywiście bezpieczeństwo lokowanych środków ma ogromne znaczenie i każde z towarzystw powinno o to dbać, stosując takie strategie, które zabezpieczają przed poniesieniem strat. W przypadku funduszy emerytalnych jest jednak jeszcze jeden aspekt bezpieczeństwa, rozumianego z punktu widzenia przyszłego emeryta. Jest to poczucie bezpieczeństwa, że odbierana w przyszłości emerytura pozwoli zaspokoić choćby podstawowe potrzeby życiowe. Tak więc mamy tu do czynienia z pewną sprzecznością w rozumieniu pojęcia bezpieczeństwa. Jak się wydaje, towarzystwa emerytalne powinny ten aspekt również brać pod uwagę, nie ograniczając się jedynie do kalkulacji prowadzonych z punktu widzenia własnych interesów.Może się bowiem okazać, że w przyszłości będziemy mieć do czynienia ze sporą liczbą emerytów, którzy będą wymagać znacznego wsparcia socjalnego i będą sporym problemem społecznym. Oczywiście można powiedzieć, że wszyscy przyszli emeryci powinni też się tym martwić we własnym zakresie, korzystając z innych form oszczędzania na przyszłość, czyli np. uczestniczyć w funduszach trzeciego filaru ubezpieczeń emerytalnych. Tyle tylko, że konieczności tej nikt im nie uświadamia. Wręcz przeciwnie - kilka towarzystw w swej kampanii reklamowej epatuje potencjalnych klientów wizją dostatniego, a nawet luksusowego życia, finansowanego dzięki powierzeniu środków im właśnie. Czyż nie stoi to w sprzeczności z deklaracjami funduszy o ostrożnym lokowaniu składek w instrumenty o małym ryzyku, ale też i przynoszące niską stopę zwrotu? Czy nie jest to działanie, które wielu mniej świadomych uczestników drugiego filaru może wprowadzać w błąd - i to błąd dość trudny do nadrobienia? Czy towarzystwa te są w stanie wziąć odpowiedzialność za realność wizji, jakie przed nami roztaczają?
ROMAN PRZASNYSKI