Dzień wolności podatkowej

Od wczoraj pracujemy na własny rachunek. Środa była dniem wolności podatkowej - teraz do końca roku nasze dochody będą trafiały wyłącznie do naszej kieszeni. Tak przynajmniej twierdzą eksperci Centrum im. Adama Smitha (CAS).Gdybyśmy musieli natychmiast oddawać fiskusowi wszystko, co zarobimy, by spłacić wszelkie tegoroczne zobowiązania wobec państwa (czyli przede wszystkim podatki), to odebrano by nam dochody osiągnięte do wczoraj. Wskaźnik, który posłużył do wskazania dnia wolności podatkowej to udział wydatków publicznych w PKB. W tym roku - według ustawy budżetowej - wynosi on 45,3% i jest mniejszy niż w 1998 r. I właśnie dlatego dzień wolności podatkowej przypadł tydzień wcześniej niż przed rokiem.Jak powiedział wczoraj Krzysztof Dzierżawski, mniejszy udział wydatków publicznych w PKB zawdzięczamy niższym kosztom obsługi długu publicznego. W tym roku jest ona na czwartym miejscu w strukturze wydatków (21,3 mld zł). W 1998 r. była na drugim. Chociaż państwo zabiera nam mniej niż w poprzednich latach to, zdaniem ekspertów CAS, nie należy popadać w zbytni optymizm. CAS ostro skrytykowało sposób przeprowadzania reformy podatkowej, nad którą ciągle obraduje rząd. - Ta reforma to tylko korekta systemu, pomija ona najważniejsze dla gospodarki kwestie - uważa Krzysztof Dzierżawski. Zdaniem CAS, likwidacja górnej stawki podatku od osób fizycznych i obniżenie podatku od firm nie rozwiązuje podstawowego problemu - kosztów pracy. Stanowią one teraz ok. 80% płacy netto.W skład kosztów pracy wchodzą nie tylko podatki dochodowe. CAS zalicza tu też wszystkie parapodatki, m.in. składki na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne. I proponuje obniżenie co najmniej o połowę kosztów, które krępują tworzenie nowych miejsc pracy. Ma to się stać dzięki wprowadzeniu płaskiego podatku od odchodów osobistych z jedną, 15-procentową stawką bez ulg i kwoty wolnej. Podatek od osób prawnych miałby zostać zniesiony, gdyż - jak przekonuje CAS - jest on nieefektywny fiskalnie. Składka ubezpieczeniowa miałaby zostać obniżona do 20% płacy brutto. Wymagałoby to większych dotacji budżetowych dla ZUS (należałoby wprowadzić 2-procentowy podatek obrotowy i 2-procentowy podatek od wartości środków trwałych). Mniejsze wpływy do budżetu z powodu zmian w podatkach bezpośrednich zrekompensowano by przez upowszechnienie podstawowej stawki VAT i podniesienie akcyzy.

MAREK CHĄDZYŃSKI