Tydzień w gospodarce
Zjawisko głębokiego obniżenia w I kw. br. tempa wzrostu PKB oraz akumulacji może stawiać pod znakiem zapytania osiągnięcie przewidywanego obecnie oficjalnie (w projekcie ustawy budżetowej na rok przyszły) wzrostu PKB w br. o 4,0% i w przyszłym roku o 5,6%. W aktualnych prognozach wielu ekspertów niezależnych, PKB w br. zwiększa się nieco poniżej 4%, ale nadal o więcej niż 3%. Większa jest rozpiętość prognoz wzrostu PKB w przyszłym roku. Na przykład Centrum Analiz Społeczno--Ekonomicznych (CASE) obok podstawowej prognozy wzrostu PKB w br. o 3,7% i w przyszłym roku o 5,7% przedstawiło prognozę ostrzegawczą z niekorzystnymi uwarunkowaniami zewnętrznymi i wewnętrznymi oraz z tempem wzrostu PKB w br. o 2,9% oraz w roku przyszłym o 0,4%. Mniejsza jest rozpiętość w prognozach inflacji. Eksperci niezależni i oficjalni dość zgodnie przewidują w br. wzrost cen konsumpcyjnych (zarówno w ujęciu średniorocznym, jak w grudniu br. w porównaniu z grudniem ub.r.) w przedziale od 6 do 7%. Byłby to wzrost od 1,5 do 2,5 pkt. proc. niższy, niż założono w ustawie budżetowej na br. Ryszard Kokoszczyński, wiceprezes NBP, nie uważa jednak, by kłóciło się to z realizacją celu inflacyjnego polityki pieniężnej. Wyjaśnia mianowicie, że założenie przez NBP i przyjęcie w ustawie budżetowej na br. wzrostu cen konsumpcyjnych o 8,0-8,5%. nie miało charakteru docelowego i jeśli inflacja okaże się w br. nieco niższe od założonej, to będzie jednocześnie trochę bliższa docelowej.Nie jest oczywiście obojętne dla banku centralnego to, co się dzieje z PKB. Dylemat polega jednak nie tylko i nie przede wszystkim na tym, że osłabło tempo wzrostu gospodarczego, ale głównie na tym, że stało się to w warunkach, gdy ciągle występuje nadwyżka tempa wzrostu popytu krajowego nad tempem wzrostu PKB. W I kw. popyt krajowy był o 3,2% wyższy niż w I kw. ub.r., podczas gdy PKB wzrósł o 1,5%. Wyraża się to w utrzymywaniu wysokiego deficytu w handlu zagranicznym. W ograniczonym tylko stopniu może pocieszać to, że deficyt ten nie powiększył się, ponieważ na skutek zmniejszenia nadwyżki w handlu przygranicznym, rośnie deficyt obrotów bieżących. Z rekomendacji naszych specjalistów od polityki pieniężnej (przedstawionych w czerwcu na konferencji naukowej NBP pt. "Polityka pieniężna a wyzwania krajowe i międzynarodowe") wynikało, że w tych warunkach nie powinniśmy liczyć nadmiernie na jakiś szybki i znaczący ruch w kierunku obniżenia stopy procentowej. Największym aktualnym problemem w polityce pieniężnej jest, według nich, nadpłynność w bankach komercyjnych. Ciągle się ona odradza, ponieważ nie bardzo wiadomo, co zrobić z zadłużeniem NBP w bankach komercyjnych z tytułu sprzedaży bonów pieniężnych. Wyniosło ono w końcu ub.r. ok. 50 mld zł i wciąż się powiększa. Problem jest znany od dawna i od dawna podejmuje się próby jego rozwiązania. Obecnie czeka się na odpowiedź banków komercyjnych na ofertę ze strony NBP, żeby banki kupiły dług rządowy (ok. 15 mld zł) i ponadto papiery NBP w postaci długoterminowych obligacji: niezbywalnych i oprocentowanych na poziomie inflacji, A więc znacznie poniżej rynkowej stopy procentowej.Poważnym problemem jest dla polityki pieniężnej przygotowanie gospodarki do integracji z Europejską Unią Gospodarczą i Walutową. Z formalnych uzgodnień wynikałoby, że w ciągu 2 lat przed wejściem do EUGiW powinniśmy usztywnić kurs centralny złotego w powiązaniu z euro, zachowując oczywiście korytarz dopuszczalnych odchyleń kursu rynkowego od centralnego (+ 15%). Dopływ dewiz związany z prywatyzacją wpływa obecnie na wzmocnienie oczekiwań aprecjacyjnych banków, co w krótkim, a nawet średnim okresie, wpływa na wzmocnienie tendencji do realnej aprecjacji złotego. Mocny złoty napawa niektórych wielką radością, ale wszystko ma swoją miarę i przesadne wzmocnienie złotego może skończyć się bardzo przykro. Przewrotnie czarny scenariusz może w tych warunkach być właśnie lekarstwem przeciwko jego urzeczywistnieniu się.
MAREK MISIAK