Cena za dostęp do wzrostu gospodarczego Polski

Pytanie to zadali sobie ostatnio analitycy Merrill Lynch. Wykazali przy tym, że względne ceny akcji polskich banków są bardzo zróżnicowane.Pod względem relacji średniej ceny do prognozowanej na br. wartości aktywów netto przypadającej na akcję w pierwszej (najtańszej) grupie plasują się BSK (1,27), BPH (1,33), BRE (1,30) i PBK (również 1,30). Przeciętna dla tej grupy wynosi także 1,30. W drugiej grupie mieszczą się: Bank Handlowy (1,73), Kredyt Bank (1,78) i BIG-BG (2,28). Przeciętna wynosi tu 1,93. Z kolei trzecią grupę tworzą: Pekao SA (2,20) i Bank Zachodni (4,10). W ich przypadku liczby te odzwierciedlają rzeczywiste wartości zeszłoroczne.Czy różnice te są uzasadnione? Na dłuższą metę nie - stwierdza Merrill Lynch. Nie ma bowiem powodu, dla którego rentowność kapitału w jednej z tych grup miałaby być istotnie wyższa niż w drugiej. Nie jest też tak, że rynek sądzi, iż doświadczenie i inwestycje, jakie wniosą przyszli zagraniczni właściciele banków, istotnie zwiększą rentowność ich kapitału.Wg Merrill Lynch, różnice te odzwierciedlają szanse objęcia w nich przez zagranicznego inwestora pakietu kontrolnego. Pod tym względem sytuacja banków pierwszej grupy jest wyjaśniona, gdyż wszystkie mają partnerów strategicznych i wyraźnie nie są "do wzięcia". W przypadku BH i Kredyt Banku nie jest to tak jasne, bowiem żaden z nich nie ma właściciela posiadającego zdecydowaną przewagę nad innymi. Nadwyżka relacji ceny w stosunku do wartości aktywów netto na akcję w przypadku Pekao SA i Banku Zachodniego to miara ceny, jaką strategiczny nabywca jest gotów zapłacić za niepowtarzalną szansę wejścia na polski rynek bankowy. Patrząc z innego punktu widzenia, można też uznać ją za koszt dostępu do korzyści, jakie wzrost gospodarczy Polski przyniesie w przyszłości.Zważywszy na polepszający się stan polskiej gospodarki, tak duży popyt nie powinien zaskakiwać. Elementarne zasady ekonomii wskazują bowiem, że przy skończonej (a w gruncie rzeczy - malejącej) podaży polskich banków nieuniknionym wynikiem takiej sytuacji jest coraz większa wartość tych, które można kupić.Na dłuższą metę rozbieżności między tymi trzema grupami zmniejszą się. Względne ceny banków z pierwszej grupy wzrosną, a z trzeciej - spadną, albo też nastąpi coś pośredniego. W najbliższej przyszłości jednak - zdaniem ML - nie należy spodziewać się zmiany, a największe ryzyko grozi nie ze strony parametrów fundamentalnych, ale regulujących sferę bankowości przepisów i atmosfery politycznej.

Mariusz Kukliński

(Londyn)