Sceptyczne spojrzenie

Pisanie o GPW i problemach towarzyszących inwestorowi sprowadza się do kilku powtarzających się cyklicznie tematów. Jednym z nich jest opodatkowanie transakcji giełdowych.

Pierwszą próbę opodatkowania tych transakcji podjął jesienią 1994 r. wicepremier Grzegorz Kołodko. Proponowane opodatkowanie, wynoszące 0,1% wartości transakcji nie było wysokie, wystarczyło jednak, aby nasza Giełda Papierów Wartościowych, która dopiero zaczęła odrabiać straty z marca i czerwca 1994 r., weszła w kolejną falę spadków. Podatku wprawdzie nie wprowadzono, ale spadki trwały aż do wiosny 1995 r.Przez cały czas istnienia GPW 20-proc. podatkiem były obłożone dywidendy, na szczęście Ministerstwo Finansów nie miało pomysłu na opodatkowanie dochodów z inwestycji giełdowych. Teraz pojawił się pomysł 5-proc. podatku od lokat bankowych i rozliczania przychodów z giełdy w ramach podatku od dochodów osobistych.Rzetelne wyliczenie takiego podatku będzie jednak dość skomplikowane. W przypadku każdej zamkniętej pozycji trzeba będzie od kwoty uzyskanej ze sprzedaży akcji odjąć koszt ich zakupu. Potem trzeba będzie zsumować uzyskane w ciągu roku przychody i poniesione straty, odliczyć koszty w postaci prowizji i opłat związanych z prowadzeniem rachunku, a gdy ktoś korzysta z kredytu - z otwarciem i obsługą linii kredytowej. Skończy się na tym, że do rocznego PIT-u inwestor giełdowy będzie musiał dołączyć nowy PIT, wystawiony przez dom maklerski.Dla domów maklerskich będzie się to z kolei wiązać z kosztami rozbudowy księgowości i zmianą oprogramowania służącego do rozliczania transakcji. Inwestorzy odczują to pewnie w formie podwyżki prowizji i opłat za prowadzenie rachunku.Nie można wykluczyć, że wkrótce dojdzie do obniżenia podatku od osób prawnych, ale pozostanie trzecia stawka opodatkowania osób fizycznych. Znajdziemy się wtedy w paradoksalnej sytuacji, w której dochody z inwestycji kapitałowych funduszy inwestycyjnych będą opodatkowane niżej niż dochody inwestora giełdowego, który ma nieszczęście mieć duże przychody z innych źródeł.Inną sprawą jest długość okresu, w którym od uzyskanych przychodów będzie wolno odliczyć straty. Jeżeli trafi się taki rok, jak np. 1994 lub 1998, poniesionych strat nie da się odrobić w ciągu roku. Roczny cykl rozliczeń podatkowych spowoduje bowiem, że inwestorom, którzy zostali ze stratą na papierach opłaci się zrealizować tę stratę do końca roku, aby zapłacić mniejszy podatek. Mamy więc, jak w banku, że na koniec roku na GPW będą silne spadki.Niewykluczone jednak, że ustawodawca w swej głębokiej znajomości rynku kapitałowego uzna, że należy opodatkować przychody z giełdy, a związane z inwestowaniem straty, i koszty to już zmartwienie inwestora i nie ma podstaw, aby podlegały odliczeniu.Na koniec pozostaje najważniejszy aspekt. Aktywnych inwestorów giełdowych jest nie więcej niż dwieście tysięcy, połowa z nich odnotowuje zyski. Czy przychody budżetu z tytułu nowego podatku pokryją koszty jego poboru i czy rzeczywiście przyniesie to budżetowi jakieś wpływy oprócz wątpliwego efektu propagandowego?

Aleksander Weksler