Uwolnienie złotego stanowiło pewne zaskoczenie, lecz jak dotąd nie wywarło odczuwalnego wpływu na zachowanie rynku akcji i można oczekiwać, że sytuacja ta się nie zmieni. Zupełnie inaczej może wyglądać zachowanie inwestorów w przypadku zapowiadanej liberalizacji przepływów kapitałowych. Wskazywane w większości opinii zwiększenie atrakcyjności naszego rynku dla funduszy nie inwestujących w krajach o restrykcyjnym podejściu do przepływów kapitałowych to tylko jedna strona medalu. Drugą, znacznie istotniejszą, stanowi zagrożenie marginalizacją, w sytuacji gdyby zezwolono również naszym krajowym inwestorom na swobodne lokowanie za granicą. Chodzi mi głównie o inwestorów instytucjonalnych, gdyż dla indywidualnych długo jeszcze barierę będą stanowić wysokie koszty.Byłoby bardzo niekorzystne dla gospodarki, gdyby przy okazji wymaganego z innych względów zniesienia ograniczeń dla nierezydentów otwarto drzwi dla wypływu kapitału krajowego. Choć nie leży to w duchu liberalnego ujęcia gospodarki, utrzymywanie takich ograniczeń jest dla tak ubogiego w kapitał kraju korzystne i jeśli już należy wykonywać jakieś ruchy, to raczej w takim kierunku jak niedawne określenie, że reasekuratorzy powinni inwestować otrzymane składki w Polsce. Niezależnie od tego, kiedy podjęto by decyzję o swobodzie lokowania przez podmioty krajowe, już sama zapowiedź powinna przyspieszyć toczone przez GPW rozmowy w sprawie sojuszy z innymi giełdami. Gdyby bowiem GPW sama miała zatrzymać emitentów i inwestorów, mających pełną swobodę wyboru, zadanie to mogłoby przerosnąć jej siły.